winogranie blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2008

Za kilka godzin wylatuję do Wiednia na targi VieVinum. Może się stamtąd odezwę, a na razie zostawiam coś do poczytania. Po pierwsze dobry tekst ze Slate poświęcony pewnym sprawom kelnersko-sommelierskim, a po drugie ciekawą obserwację z bloga poświęconego głównie szampanom (autor bloga jest korespondentem Wine&Spirits w Szampanii), który tym razem pisze o sherry, stawiając ciekawą tezę, że sherry jest szampanem wśród win wzmacnianych, tak jak porto jest odpowiednikiem bordeaux, a madera burgunda. Teza bardzo ciekawa i rzeczywiście coś w tym jest.

Do usłyszenia albo z Wiednia, albo po powrocie.

PS. Nie wymyśliłem ciekawego tytułu, więc wpisałem treść komunikatu systemowego.

 

Kończę dziś moje teksty do kolejnego numeru „Magazynu Wino” i popijam na zmianę herbatę z Sikkimu i wino, które wcześniej piliśmy do obiadu (niestety bez szparagów, w mojej okolicy nie są popularne i nie udało mi się ich dziś kupić).

Quinta do Ameal
Loureiro 2006 z Quinta do Ameal jest jednym z najlepszych znanych mi białych win z położonego na północy Portugalii regionu Minho. Odmiana loureiro jest jedną z podstawowych odmian używanych do produkcji białego vinho verde, ale to wino ma niewiele wspólnego z klasycznym vinho verde, jeśli już miałbym je z czymś porównywać, muaiałbym sięgnąć po klasyczne, nie beczkowe chablis. Świetna kwasowość, delikatne aromaty kwiatowe i owocowe, mineralność (o tym pojęciu w odniesieniu do wina będzie kiedyś trzeba napisać coś więcej, może w Magazynie Wino), czystośc i precyzja, to cechy tego wina.  Jeśli dodać do tego świetną cenę (latem zeszłego roku płaciłem za butelkę u Mielżyńskiego mniej niż 40 zł – za tej klasy chablis trzeba by wyłożyć co najmniej dwa razy tyle), nie można nie zachwycić się tym winem.  Jeśli zaś w tle Sabine Meyer gra ze Staatskapelle Dresden koncert klarnetowy Mozarta, to już całkiem jasne jest, dlaczego nawet nie mając na głowie tekstów nieprędko położyłbym się spać dzisiejszej nocy.

W Quinta de Ameal powstaje też fermentowana w baryłkach nieco ambitniejsza wersja loureiro, nazywa się Escolha i pewnie o niej też tu kiedyś napiszę.

Dotarł właśnie do mnie artykuł Sophie Kevany z Meiningers Wine Business International, dotyczący francuskiej wersji portalu MSN należącego do Microsoftu. W skrócie: wobec niejasnej sytuacji prawnej we Francji Microsoft usuwa ze swego portalu wszelkie reklamy dotyczące sprzedaży wina przez internet, oraz dezaktywuje słowa kluczowe używane przy wyszukiwaniu takich ofert.  Zdaniem Microsoftu francuskie prawo nie umieszcza internetu wśród mediów, w których taka działalność jest dozwolona.  Jak widać nie tylko my mamy problemy. 

PS (24.05) Inny tekst na ten temat opublikował na swej stronie Decanter.

Wino, jak i inne alkohole, pijemy oczywiście rozsądnie i z umiarem.  Czasem jednak może pojawić się problem „następnego dnia”.  Ciekawy artykuł na ten temat publikuje najnowszy numer świetnego amerykańskiego tygodnika „The New Yorker”.

Zaczęła ostro, przesterowana gitara wypełniła Kongresową.  „To bring you my love” zabrzmiało dużo mocniej niż na płycie, można to zresztą powiedzieć o większości zagranych przez PJ utworów.  Czasem miałem wrażenie, że The Rolling Stones nie zabrzmieliby tak dynamicznie.  Więcej niż się spodziewałem było muzyki ze starszych płyt, za to w zupełnie innych aranżacjach, co zresztą całkiem zrozumiałe, PJ na scenie była sama, wsparta tylko (oszczędnie dozowaną) elektroniką.  Dramaturgia chwilami trochę się rwała, cóż, czasem musiała złapać oddech.

Miejsce nie było najlepsze, Sala Kongresowa byłaby może dobra dla większego zespołu, Polly trochę ginęła na wielkiej scenie. Tyle, że w mniejszej sali nie mógłbym jej posłuchać, i tak kupiłem jeden z ostatnich biletów, więc nie będę narzekał.  Trudno mi teraz powiedzieć, co zrobiło na mnie największe wrażenie.  Może „Down by the water”? Zaśpiewała większość moich ulubionych utworów, w deszczową noc wychodziłem zadowolony.

Powiedziała jedną ciekawą rzecz.  Gdy miała 17 lat (a więc gdzieś koło roku 1986), jej przyjaciel, John Parish, zaangażował ją do swego zespołu jako saksofonistkę, gitarzystkę i głos w chórkach.  Po dwóch tygodniach prób ruszyli w trasę po … Polsce i NRD.  Jak więc sama powiedziała, to w Polsce nauczyła się, co to znaczy grać przed publicznością.  Większość zaplanowanych koncertów wówczas odwołano, zainteresowanie było dość mizerne. Ciekawe ile przyszłych gwiazd nie jest dziś w stanie zapełnić sali gdzieś na prowincji.

Jeśli ktoś nie ma pojęcia o kim pisałem, fragmentów ostatniej płyty PJ Harvey, „White Chalk”, można posłuchać na jej stronie:

http://www.pjharvey.net/player
. A kolejny ważny koncert już 7 czerwca: Bob Dylan.

Chodzi oczywiście o sezon szparagowy.  U mnie zaczął się wczoraj, skromnie, od kilku zielonych szparagów podanych obok ravioli z serem.  Dziś było ich już więcej, zielone i białe, pokrojone w kawałki, jako składnik sosu do makaronu.  Szparagi zresztą całkowicie zdominowały potrawę, tak jak i na kilka najbliższych tygodni zdominują moją kuchnię.
 

Jest wiele teorii na temat najlepszego wina do szparagów. Tomek Prange-Barczyński twierdzi na przykład, że nie ma jak silvaner, najlepiej z Frankonii. Ja wina do szparagów szukam zwykle gdzie indziej, w kraju niezbyt często kojarzonym z winami białymi, w Hiszpanii.

Dwie hiszpańskie białe odmiany zasługują moim zdaniem na szczególną uwagę, verdejo z Ruedy i dzisiejszy bohater, albariño z Galicji. O verdejo innym razem, dziś do szparagów piłem świetne albariño Martín Códax z roku 2006 z galicyjskiej apelacji Rías Baixas. Żywe, świeże, aromatyczne, z dobrą kwasowością, czegoż więcej trzeba? 

Niestety niełatwo dostać w Polsce dobre  albariño. Moje dzisiejsze kupiłem w nowym sklepie w centrum handlowym Skorosze w Ursusie (tuż obok marketu Leroy-Merlin przy Alejach Jerozolimskich), kosztowało ok. 50 zł. Sklep to La Vinotheque, a więc niejako potomek sklepu o tej samej nazwie istniejącego od kilku lat na placu Grzybowskim w Warszawie. 

Na plac Grzybowski nigdy nie było mi po drodze, teraz będzie mi łatwiej zbadać zawartość półek, a chyba warto, jest tu wiele win z własnego importu, w tym trochę ciekawej Hiszpanii (na przykład kilka verdejo z Ruedy) i przede wszystkim sporo różnych bordeaux, to tutejsza specjalność.

W piątek 16 maja w winiarni Roberta Mielżyńskiego na Burakowskiej gościło kilku piemonckich producentów.  Nie dojechali niestety  przedstawiciele rodziny Cordero di Montezemolo, właścicieli posiadłości Monfalletto (wina były wystawione do degustacji), byli za to ludzie robiący wina w Podere Oddero i Marchesi Alfieri, Paolo Saraccobył też mistrz moscato d’Asti, niezwykle skromny Paolo Saracco (na zdjęciu obok).
Moscato d’Asti to wina niemodne, wręcz pogardzane, oskarżane o „kobiecość” (jakby to  miała być jakaś negatywna cecha!) ale dobrze pamiętam to marzenie o moscato po całym dniu degustacji młodych barbaresco i barolo. Niewielka zawartość alkoholu (zwykle 5-6%), delikatne musowanie, eksplodujące wprost z kieliszka aromaty owoców i kwiatów, a także, w najlepszych tego typu winach, niezwykła wprost pomimo sporej zawartości cukru świeżość i czystość. Podstawowe moscato Paolo Saracco z rocznika 2007 jest ucieleśnieniem tego ideału i przez kilka najbliższych miesięcy będę pił właśnie to wino gdy tylko będę chciał odetchnąć i zregenerować siły po ciężkim dniu. Jesienią przestawię się pewnie na zrobione z najlepszych gron moscato d’autunno, bogatsze, w aromatach nie tyle kwiatowe, co jabłkowo-gruszkowe.
Ponieważ nie sposób pić tylko moscato d’Asti, spośród próbowanych w piątek win polecam też świetne barbery Marchesi Alfieri (lżejszą La Teta z roku 2006 i masywną, cięższą Alfiera z roku 2005), bardzo mineralne arneis 2006 oraz lekkie i aksamitne nebbiolo d’Alba 2006 od Cordero di Montezemolo. To dla poszukujących win na dziś, a ci, którzy chcieliby odłożyć coś za później, mogą się zainteresować barolo, zwłaszcza Bricco Gattera 2003 od Cordero di Montezemolo (będzie się nadawać do picia dość szybko) i Rocche di Castiglione 2004 z Oddero (dziś niezwykle taniczne, do odłożenia na dłużej).

PJ

4 komentarzy

Już za kilka dni, 22 maja, zagra i zaśpiewa w Warszawie PJ Harvey.  Będę, posłucham, potem pewnie opiszę, a na razie moje dwa ulubione jej wideo.  Pierwsze z Nickiem Cave:

a drugie solo:

http://www.youtube.com/watch?v=IyO_76j430s
.

 

Nie skończyłem jeszcze edytować pierwszej notki, gdy mój klient RSS wyświetlił mi na ekranie krótką informację: „Robert Mondavi nie żyje”.  Zmarł kilka godzin temu, informacje i krótką biografię można znaleźć tu:
www.naparegister.com/articles/2008/05/16/news/local/doc482dd5626d76f161005272.txt

O własnej stronie internetowej myślałem od dawna, a że ambitnie chciałem sam wszystko zrobić, na myśleniu się na razie skończyło (efekty są tutaj).  Ponieważ jednak blog miał być istotną częścią serwisu, zaczynam pisać bloga, a reszta może dzięki temu pójdzie łatwiej. Teksty będą dotyczyły wina, muzyki i może jeszcze innych rzeczy, które w danej chwili będą dla mnie ważne.  Będą tu krótkie relacje z imprez winiarskich i muzycznych, w których będzie mi dane uczestniczyć, będą wiadomości ze świata, linki do ciekawych tekstów, informacje o butelkach, książkach i płytach.  Zapraszam, mam nadzieję, że będzie ciekawie.


  • RSS