To drugie podejście w tytule notki ma związek z serią katastrof komputerowych, które ostatnio mnie dotykają, czasem bardzo dotkliwie, jak definitywny (tego się w każdym razie obawiam) paraliż laptopa w krytycznym dla mnie momencie, permanentne w okresie złej pogody kłopoty z siecią (stałe łącze radiowe – telefonia w moich okolicach jest wciąż głęboko w XX wieku, o telewizji kablowej też można tylko marzyć), wreszcie wracające z coraz większą częstotliwością kłopoty z niezawodnym kiedyś Firefoxem – to on wysypał mi się wczoraj w chwili wysyłania w świat poprzedniej wersji tego wpisu, a na pisanie nowej nie miałem już ani energii, ani cierpliwości.

Teraz o zmianach.  Gdy rok temu powstał ten blog nie wiedziałem jeszcze, że nie minie kilka miesęcy, a ja zaangażuję się „po uszy” w nowy, internetowy projekt Magazynu WINO.  Dziś portal powoli nabiera prędkości (wciąż z naciskiem na „powoli”, ale przecież „co nagle to po diable”), a najnowszym tworem oferowanym jego czytelnikom są blogi redaktorów, chwilowo w formie eksperymentalnej.

Z tego bloga nie chcę rezygnować, jednak prowadzenie dwóch blogów poświęconych dokładnie tej samej tematyce byłoby zbyt schizofreniczne (oczywiście inaczej byłoby, gdybym oba blogi prowadził dla całkiem różnych publiczności, choćby w różnych językach, jak to robi Wojtek Bońkowski Tu i Tu), stąd też koniecznośc pewnej specjalizacji.  Mój blog w Magazynie WINO będzie więc poświęcony winu jako przedmiotowi mojej działalności zawodowej, ten zaś blog zachowa charakter prywatny, osobisty, to tu będę pisał o moich fascynacjach, przede wszystkim muzycznych.  Szczegóły dotrą się w praniu.  Zapraszam więc do redaktorskich blogów w Magazynie WINO, na razie są trzy, ale na nich się nie skończy.