winogranie blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2009

John Coltrane jest jednym z ojców nowoczesnego jazzu.  Ten bezkompromisowy poszukiwacz w roku 1963 zaskoczył jednak muzyczny świat płytą, która wtedy mogła uchodzić za ogromny krok wstecz.  No bo jak to: zamiast kolejnej żywiołowej, ekstatycznej, pełnej napięcia płyty sześć słodkich piosenek o miłości nagranych ze śpiewakiem wyciągniętym z wieloletniego zapomnienia?  Dziś płyta John Coltrane & Johnny Hartman jest słuchana chyba dużo częściej, niż zaraz po jej wydaniu, to fantastyczny wzorzec jazzowej liryki, lekcja akompaniamentu (ciarki przechodzą mi po plecach za każdym razem gdy słucham grającego w tle fortepianu McCoy Tynera) i niesamowity przykład harmonii barw głosu i instrumentu, a słodycz tej muzyki jest tylko pozorna, Coltrane pokazuje tu coś, co w muzyce uwielbiam: wielki efekt dramatyczny uzyskany przy pomocy niewielu nut.  Dla mnie to jedna z najważniejszych płyt w historii jazzu. 

Posłuchajmy dwóch nagrań, najpierw „My one and only love”

a później „Lush life”

Właściwie dlaczego ograniczać się do dwóch utworów, na YouTube jest ich więcej:

„Autumn serenade”

i wreszcie Dedicated to you (niestety tego ostatniego nie można zamieszczać w okienku na stronie). Brakuje więc dwóch, ale mam nadzieję, że Ci z czytelników, którzy jeszcze tej płyty nie mają, już pędzą do swych ulubionych sklepów z muzyką. 

Pisałem w marcu o tym, że w YouTube zaczęły się pojawiać pierwsze fragmenty filmowego „Jancis Robinson’s Wine Course”.  Kilka godzin temu dotała do mnie wiadomość, że już cały kurs jest dostępny w sieci. Oglądając go należy pamiętać, że filmy kręcono kikanaście lat temu, więc i świat wina wyglądał wtedy nieco inaczej, a wielu ich bohaterów nie ma już z nami, tak jak choćby Didiera Dageueneau, o którym sporo tu pisałem w zeszłym roku. Jancis spotyka go tu:

i tu:

 

Tyle o filmie Jancis Robinson, a na deser mam coś do poczytania, tekst polecanego już tu przeze mnie Alfonso Cevoli, który  pisze o tym, że czasem wieloletnie oczekiwanie na otwarcie ważnej butelki daje więcej frajdy, niż tych kilkanaście minut, czy kilka godzin, które możemy spędzć z jej zawartością, gdy już wyciągniemy korek z szyjki.  Coś w tym jest, nie sądzicie?

W dzisiejszej czytelni polecam wpis w blogu Roberta Josepha poświęcony nie dopuszczeniu na rynek stanu Alabama jednego z win z Kalifornii, z powodu niemoralnej etykiety. 

Ciekawa jest lista innych rzeczy zabronionych w tym stanie, nie wolno na przykład nosić lodów w tylnej kieszeni spodni, nie można też grać w domino w niedzielę.  Bez żadnych przeszkód natomiast każdy osiemnastolatek może kupić strzelbę, zezwolenie będzie mu potrzebne dopiero wówczas, gdyby chciał nosić ją w ukryciu.  Na możliwość legalnego spróbowania wina (oczywiście z butelki dopuszczonej do legalnej sprzedaży) będzie jednak musiał poczekać do chwili ukończenia 21 lat życia.

YouTube jest niebezpieczne.  Chciałem napisać krótką notkę o kupionym przeze mnie niedawno za bezcen (80 zł za 10 CD!) pudełku z wczesnymi nagraniami Oscara Petersona, postanowiłem więc załączyć jakieś wideo, żeby czytelnicy (bo chyba jacyś są?) nie obeszli się smakiem.  Było to trzy godziny temu, a wciąż słucham i oglądam. 

Niebezpieczna bywa też skleroza, właśnie uprzytomniłem sobie, że o Petersonie już tu pisałem.  Na szczęście ustrzegłem się dawania tych samych muzycznych przykładów co ponad pół roku temu (tagi w blogu bywają bardzo przydatne, bez nich pewnie nie znalazłbym tamtego wpisu), co więcej mam teraz ułatwione zadanie, zastanawiałem sę jak będzie wyglądała notka z ośmioma klipami, choć jak dobrze policzyć …

Zacznę od fantastycznej wersji kompozycji Petersona „Blues Etude”

choć szczerze powiedziawszy znam jeszcze lepszą, z wydanej przez wytwórnię Pablo płyty „The Trio” nagranej rok wcześniej. A skoro jesteśmy już w bluesowym nastroju, posłuchajmy kolejnego bluesa:

Kolejne nagranie jest dużo starsze, trio Petersona akompaniuje tu śpiewającemu Nat King Cole’owi (Natowi Kingowi?), a gościnną partię solową wykonuje legendarny saksofonista Coleman Hawkins.

No i wreszcie prawdziwy rarytas, blisko pięćdziesięciominutowa audycja telewizyjna prowadzona przez Petersona, w której udział wziął fantastyczny gitarzysta Joe Pass, przez wiele lat grający z Petersonem w duecie, w trio i w kwartecie, i w którą to audycję wkomponowano fragment innej, absolutnie rewelacyjnej, gdzie Peterson gra i rozmawia z Countem Basie (nie uniknę tu powtórzenia fragmentu, który pojawił się w poprzednim wpisie poświęconym Petersonowi).  Pierwszy odcinek tu:

a kolejne cztery łatwo odnaleźć, są odnośniki.

Fortepian jest moim ulubionym instrumentem muzycznym (i w jazzie, i w muzyce klasycznej) i gdybym miał wybrać jednego muzyka jazzowego, którego komplet nagrań mógłbym wziąć ze sobą na (strasznie już wyeksploatowaną) bezludną wyspę, byłby to właśnie Oscar Peterson. Gdyby w tej roli musiał wystąpić muzyk klasyczny, też byłby pianistą, kilka lat temu nazywałby się Glenn Gould, dziś jednak wybór byłby inny, ale o tym napiszę następnym razem.


  • RSS