winogranie blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: argentyna

Melduję się po powrocie z Argentyny. Fajnie było, ale wróciłem ledwo żywy. 11 dni, osiem lotów, sporo ponad tysiąc kilometrów przejechanych (po drogach chwilami dużo gorszych niż polskie), blisko trzydziestu producentów win odwiedzonych, sporo innych win spróbowanych, kilka kilogramów mięsa (i mnie pewnie też, na wagę na razie nie wchodzę). Szczegóły wkrótce. Chwilowo nie mogę patrzeć ani na wołowinę, ani na czerwone wino, przechodzę na sałatę i rieslinga.

Było też tango, w naprawdę świetnym wydaniu El Viejo Almacen w Buenos Aires (ale tamtejszej kuchni nie mogę polecić). Poza przywiezioną na sobie wołowiną wzbogaciłem się też o kilka płyt z tradycyjnym tangiem i wkrótce o nich napiszę. Na razie jednak muszę wrócić do rzeczywistości, czyli do przepełnionej skrzynki pocztowej (która zresztą odmówiła mi dziś posłuszeństwa i nagle przestała maile wysyłać, choć przyjmować pozwala) i przede wszystkim do mnóstwa rzeczy, które powinienem był zrobić przed wyjazdem, czyli dwa tygodnie temu.  Dziś więc kończę, ale obiecuję wrócić do argentyńskich wrażeń, także tu.

Jeszcze jedna sprawa. Pojawiła się wreszcie możliwość opisywania blogowych notek słowami kluczowymi (brzydko nazywanymi tagami), ale pewnie długo potrwa, zanim zrobię to dla całego archiwum

Boskie Buenos

1 komentarz

Sądząc po pierwszych poradach, jakie dostaliśmy z Mariuszem Kapczyńskim zaraz po przylocie do Buenos Aires, i to z dwóch niezależnych źródeł, głównym tutejszym problemem są nieuczciwi taksówkarze. Uzbrojeni w tę wiedzę mamy nadzieję przetrwać najbliższy tydzień z okładem, obawiając się w mniejszym stopniu blisko 25 wizyt u producentów (nie z takimi rzeczami dawaliśmy już sobie jednak radę), w większym zaś czekających nas lunchów i kolacji – lekkie sałatki nie wchodzą tu raczej w grę. Czego jednk nie robi się dla naszych Czytelników!

Paul Hobbs
Gościł wczoraj w Warszawie Paul Hobbs, jeden z bardziej znanych „latających winemakerów”. Ma za sobą między innymi pracę w słynnej kalifornijskiej firmie Opus One, współpracował z Nicolasem Cateną, najsłynniejszym producentem wina w Argentynie, z którym budował reputację argentyńskich malbeków, od kilku lat prowadzi (mocno kontrowersyjny) projekt w Tokaju i (nie budzący już takich wątpliwości) w Villany na Węgrzech, ma własną winiarnię w Kalifornii, a do Warszawy przyjechał jako przedstawiciel innego argentyńskiego producenta, Pascuala Toso, gdzie od wielu lat jest konsultantem. Podczas kolacji w restauracji KOM przedstawił sześć win, które przyjemnie mnie zaskoczyły.

Ładny był musujący różowy pinot noir Extra Toso, podobało mi się dość powściągliwe aromatycznie sauvignon blanc. Wina czerwone, choć to nie moja ulubiona stylistyka, wypadły dobrze, choć były być może nieco zbyt obfite jak na raczej delikatną kuchnię KOMu, argentyński stek byłby pewnie dla nich właściwszym partnerem. Jako wino do jedzenia najbardziej mi smakował Malbec Reserva z roku 2006, do którego wróciłem z przyjemnością po degustacji potężnego i bardzo efektownego super-wina Magdalena Toso, którego napiłbym się za to w mroźny wieczór przy kominku, lub oglądając kolejny mecz argentyńskich piłkarzy.

Wina Pascual Toso sprowadza do Polski importer M&P, gospodarz wczorajszej kolacji.


  • RSS