winogranie blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: czytelnia

Nazywam się Andrzej Daszkiewicz i jestem nałogowym słowolikiem (słowoholikiem? słowikiem? czytaczem?). Czytam dużo, czytam za dużo i nie mogę się powstrzymać. Uważam też, że inni czytają za mało, dlatego wciąż im podsuwam coś do poczytania. Dotyczy to też czytelników tego bloga.

Nie pisałem tu jeszcze o dwóch nowych pismach internetowych, Palate Press. The online wine magazine i Zester Daily. The culture of food and wine. Palate Press powstało jesienią ubiegłego roku z inicjatywy kilku amerykańskich blogerów, którzy postanowili połaczyć swe siły. Dziś, niespełna rok po powstaniu, Palate Press pisze głównie o winach, ma kilkudziesięciu autorów i znajduję tam coraz więcej treści wartych przeczytania. Zester Daily genezę ma nieco inną, zostało utworzone przez grupę dziennikarzy ze sporym juz doświadczeniem zawodowym, piszą oni głównie o jedzeniu, ale i wino zajmuje w nim znaczące miejsce – piszą o nim np. Elin McCoy, autorka znanej książki o Robercie Parkerze, Patrick Comiskey z Wine & Spirits Magazine i Carla Capalbo, znana choćby z Decantera i The World of Fine Wine.

Chciałbym też odnotować powstanie polskiego internetowego magazynu kulinarnego, Wjemy.pl. Jest to kolejny pomysł Oli Lazar, znanej choćby z Gastronautów.pl. Wjemy.pl istnieje dopiero miesiąc i zgodnie z hasłem „najpierw treść, potem forma” nie ma jeszcze ostatecznego kształtu, jestem jednak pewien, że warto mu kibicować.

Remanent

2 komentarzy

Pisująca w Bloomberg.com Elin McCoy, autorka bardzo dobrej książki o najsłynniejszym dziś krytyku winiarskim Robercie Parkerze, opublikowała ostatnio artykuł o fałszowaniu win, a przede wszystkim o procesach wytaczanych w związanych z tym sprawach przez Williama Kocha.  Najgłośniejsza z tych spraw dotyczy tzw. „butelek Jeffersona”, o czym traktuje też głośna książka Wallace’a „Billionaire’s Vinegar”.  Książka stoi sobie na półce i czeka na swój dzień (nie jest cienka, więc jej dzień nieprędko nadejdzie), na szczęście artykuł McCoy nie jest długi.

Skoro już o książkach mowa, odnotuję tu cienką tym razem książeczkę Anaïs Nin (do której pisania mam dużą słabość, w dużej mierze przez jej dziennik i Henry’ego Millera) „Szpieg w domu miłości”. Czytałem ją początkowo z pewną obojętnością, ale im dalej, tym było ciekawiej.

I jeszcze ciekawostka. Portugalscy producenci korków mają pomysły na wypadek, gdyby producenci wina masowo zrezygnowali ze stosowania ich produktów: będą z korka produkować samoloty! Szczegóły tutaj.

Pisałem w marcu o tym, że w YouTube zaczęły się pojawiać pierwsze fragmenty filmowego „Jancis Robinson’s Wine Course”.  Kilka godzin temu dotała do mnie wiadomość, że już cały kurs jest dostępny w sieci. Oglądając go należy pamiętać, że filmy kręcono kikanaście lat temu, więc i świat wina wyglądał wtedy nieco inaczej, a wielu ich bohaterów nie ma już z nami, tak jak choćby Didiera Dageueneau, o którym sporo tu pisałem w zeszłym roku. Jancis spotyka go tu:

i tu:

 

Tyle o filmie Jancis Robinson, a na deser mam coś do poczytania, tekst polecanego już tu przeze mnie Alfonso Cevoli, który  pisze o tym, że czasem wieloletnie oczekiwanie na otwarcie ważnej butelki daje więcej frajdy, niż tych kilkanaście minut, czy kilka godzin, które możemy spędzć z jej zawartością, gdy już wyciągniemy korek z szyjki.  Coś w tym jest, nie sądzicie?

W dzisiejszej czytelni polecam wpis w blogu Roberta Josepha poświęcony nie dopuszczeniu na rynek stanu Alabama jednego z win z Kalifornii, z powodu niemoralnej etykiety. 

Ciekawa jest lista innych rzeczy zabronionych w tym stanie, nie wolno na przykład nosić lodów w tylnej kieszeni spodni, nie można też grać w domino w niedzielę.  Bez żadnych przeszkód natomiast każdy osiemnastolatek może kupić strzelbę, zezwolenie będzie mu potrzebne dopiero wówczas, gdyby chciał nosić ją w ukryciu.  Na możliwość legalnego spróbowania wina (oczywiście z butelki dopuszczonej do legalnej sprzedaży) będzie jednak musiał poczekać do chwili ukończenia 21 lat życia.

Nie muszę się wysilać, znakomity tekst z okazji francuskiego święta narodowego napisał Mike Steinberger z amerykańskiego Slate. Poczytajmy więc, dlaczego to Francja robi wciąż (oczywiście z licznymi wyjątkami) najlepsze wina świata. A do posłuchania mistrz, Yves Montand, po nim zaś Edith Piaf (ckliwie, owszem, ale raz do roku …):

Do tej pory sądziłem, że puste już butelki po winie mogą zainteresować jedynie bądź to „garażowych” producentów win „domowych”, bądź firmy zajmujące się odzyskiwaniem surowców wtórnych, bądź też ludzi, którzy zawartość właśnie skonsumowali i zachwyceni nią postanowili zachować pojemnik na wieczną pamiątkę (spojrzałem na szafę, znów będę musiał zrobić tam porządek, czas wreszcie wyrzucić tę butelkę po sofii melnik rocznik 1993 …).  Okazuje się jednak, że nie tylko oni. 

Günter Schamel, poważny profesor z Bolzano, zainteresował się poważnym jak się okazuje rynkiem takich butelek na serwisie aukcyjnym eBay, przeanalizował 260 transakcji i doszedł do wniosku, że jest wielce prawdopodobne, że ktoś kupuje te butelki, by je potem napełnić winem i sprzedać jako „oryginały”.  Oczywiście nie chodzi tu o sofię melnik, czy nawet bardzo dobre chianti, ale kto przy zdrowych zmysłach wydawałby 100 euro na pustą butelkę po Château Lafite-Rothschild z rocznika 1982 (100 punktów Parkera)? Prawidłowość zaobserwowana przez Schamela jest bardzo prosta: im większą cenę można dziś uzyskać za butelkę pełną, tym wyższa cena butelki pustej. Badania trwają, a ja muszę się rozejrzeć wśród moich pamiątek. Niestety Château Lafite-Rothschild nie posiadam ani w wersji pełnej, ani pustej …

Więcej informacji o badaniach Schamela tu.

Dziś coś do poczytania.  Ridge Vineyards jest jedną z najbardziej znanych winiarni w Kalifornii, a jej Monte Bello jest często uważane za najlepsze kalifornijskie wino.  Christopher Watkins, szef otwartej dla gości części degustacyjnej winiarni prowadzi oficjalny Ridge Blog i niedawno w jednym z wpisów tłumaczył, dlaczego to jazz (i jaki jazz) towarzyszy zwykle tamtejszym degustacjom.

Thor Iverson z kolei opisuje wizytę u Stanko Radikona, jednego z wizjonerów włosko-słoweńskiego pogranicza, odnajdując przy okazji pewne paralele między winami Radikona, Gravnera i Kantego, a muzyką Milesa Davisa z jego z elektrycznego okresu. Ciekawe, chyba wyjmę dziś butelkę Radikona i posłucham Davisa.

Tyler Coleman, czyli Dr. Vino, opublikował w swym świetnym blogu (który już tu swego czasu polecałem) dwuczęściową rozmowę z Johnem Gilmanem, byłym handlowcem i sommelierem, a obecnie krytykiem winiarskim i wydawcą własnego biuletynu A Viev from the Cellar, do którego dostęp jest niestety płatny. Niestety, bo John Gilman ma wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia, i choć jego opinie czasem są dość kontrowersyjne, to niewątpliwie zmuszają do pomyślenia, a przecież tylko takie rzeczy tak naprawdę warto czytać.

Tu jest część pierwsza, a tu część druga.

PS (6.01.2009, 17:32) Zwłaszcza druga część wywiadu z Gilmanem wzbudziła duży odzew na forum dyskusyjnym portalu erobertparker.com.

Ciekawą analizę wpływu na środowisko butelek szklanych i plastikowych można znaleźć tu.

Franco Ziliani skomentował (w swoim stylu) wybór włoskich win do listy Top100 wpływowego i jednocześnie kontrowersyjnego amerykańskiego pisma Wine Spectator (było to pierwsze pismo poświęcone winom, które regularnie czytałem). Warto pozmagać się z językiem włoskim, ale jesli ktoś nie ma czasu albo ochoty, ma do dyspozycji angielskie streszczenie.


  • RSS