winogranie blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: francja

Pozostańmy we francuskich klimatach, tym bardziej, że mam jeszcze „w świeżej pamięci” wino które piłem do obiadu i które potwierdza, że Francja jest w stanie wyprodukować butelki, które przynajmniej w swych kategoriach cenowych należeć będą do najlepszych win świata. 
Gdy pozostając w świecie win francuskich pomyślimy o sauvignon blanc, zwykle dwa duże regiony przychodzą nam na myśl: dolina Loary (jej wschodnia część) i Bordeaux.  Okazuje się, że świetne i w dodatku niedrogie (w La Vinotheque zapłaciłem za nie nieco ponad 30 zł) sauvignon blanc potrafią zrobić i w gorącej Langwedocji. S de Sarrail 2007, sauvignon blanc zrobione w regionalnej apelacji Vin de Pays de la Cité de Carcassone, jest winem krystalicznie czystym, świetnie łączącym dwie typowe dla odmiany grupy aromatów. Jest tu troszkę ziół, młodych pokrzyw i tego, co bywa nazywane „kocimi sikami”, ale jest też mnóstwo owoców egzotycznych, głównie grejpfruta i mango. Świetne, rześkie wino do lekkiego obiadu na upalny dzień, także znakomity aperitif, no i na pewno nie zrujnuje kieszeni.  Mam nadzieję, że jest jeszcze dostępne, muszę zrobić zapas, lato pewnie jeszcze trochę potrwa.

Nie muszę się wysilać, znakomity tekst z okazji francuskiego święta narodowego napisał Mike Steinberger z amerykańskiego Slate. Poczytajmy więc, dlaczego to Francja robi wciąż (oczywiście z licznymi wyjątkami) najlepsze wina świata. A do posłuchania mistrz, Yves Montand, po nim zaś Edith Piaf (ckliwie, owszem, ale raz do roku …):

to choć dam coś poczytać.

To nie jest tak, że gdy nic nowego się tu nie pojawia, to musi oznaczać, że ja gdzieś po świecie fruwam, albo i nie po świecie a po Polsce i nie fruwam, a jeżdżę. Oj, pewnie wolałbym być w tej chwili w Krakowie na targach Eno Expo i nalewać gościom finalistów Grand Prix Magazynu Wino. Zamiast tego siedzę przyrośnięty do krzesła, przyssany do monitora i robię coś, czego efekty, mam nadzieję już niedługo, poruszą winną Polskę, jeśli już nie cały winny świat. Mam też nadzieję, że to poruszenie będzie wynikiem zachwytu, nie odrazy …

Nic więcej nie zdradzę, proszę uzbroić się w cierpliwość, a czekając proszę poczytać sobie co Alder Yarrow z Vinography pisze o biodynamice. Jeśli zaś ktoś pija dostępne w Polsce burgundy Frédérica Magnien, to tu może spotkać ich autora.

Wieści z Francji

Brak komentarzy

Francja wrze, przynajmniej ta winna, winna przywiązania do wina oczywiście. Dziś w wielu regionach odbywały się akcje protestacyjne przeciw neo-prohibicyjnej polityce rządu, której jednym z przejawów jest dążenie do wyeliminowania wina z francuskiego internetu. I choć francuska minister zdrowia zaczęła się wycofywać z tego pomysłu (właściwie to nie pomysł, a ścisłe wypełnianie obowiązującego dotąd prawa, ustanowionego, gdy internetu jeszcze nie było), to jednocześnie ta sama pani minister, Roselyne Bachelot, wpadła na pomysł jeszcze bardziej szatański: nie będzie wina za darmo! Zakazane miałoby być organizowanie darmowych degustacji wina, których celem byłaby jego promocja, przy czym zakaz, zdaniem komentatorów, miałby dotyczyć równiez degustacji organizowanych dla zawodowców: importerów, sprzedawców, krytyków, prasy. Więcej informacji i komentarzy na te tematy znajdziecie na przykład w Decanterze, jeszcze raz w Decanterze, w blogu la gramiere, w blogu Jima Budda. Zastanawiam się, czy zamiast na Vinexpo, nie zarezerwować sobie końca czerwca na wakacje.

Miłośnikom win z Bordeaux polecam natomiast zwięzłe i jednocześnie ciekawe krótkie podsumowanie rocznika 2008, oczywiście bardzo prowizoryczne, wszak wiele win wciąż fermentuje.

 
Domaine de'l Ecu

Spotkałem go dwa razy, podczas organizowanych przy okazji Vinexpo degustacji grupy biodynamicznych producentów skupionych wokół Nicolasa Joly, czasem nazywanej „Nicolas Joly Flying Circus” (szczerze mówiąc nie wiem, czy poza mną ktoś ich tak nazywa, ale przecież nie skłamałem). Guy Bossard jest miłym i bardzo skromnym człowiekiem, a podczas degustacji ma zwykle trzy butelki, bardzo podobne do siebie, trzeba uważnie czytać etykiety (albo być ekpertem w dziedzinie geologii – z obrazków też pewnie da się coś wywnioskować). Te trzy wina Bossard robi z mało komu znanej (poza fanatykami doliny Loary oczywiście) odmiany melon (albo melon de bourgogne, gdyż z Burgundi podobno ją przyniesiono).

Melon uprawia się w okolicach ujścia Loary do Atlantyku, a powstające z niej wino to muscadet, znany w kilku wersjach. Najbardziej ceniony jest muscadet sevre et maine, zwłaszcza w wydaniu sur lie, a więc wino które część swego dojrzewania spędziło w kontakcie z pofermentacyjnym osadem, co wzmacnia i wzbogaca dość wątłą materię wyjściowego wina. Takie są trzy wina Bossarda – sur lie – choć słowa „wątłe” raczej bym w ich przypadku nie użył. Nazwy tych trzech win mówią właściwie wszystko. Expression de Gneiss, Expression de Granite i Expression d’Orthogneiss różni właściwie tylko jedna rzecz, ale jest to dla wina rzecz fundamentalna: ziemia.

Do tej pory wina Bossarda degustowałem (z jednym wyjątkiem – patrz dalej) w ich wczesnej młodości. Zwykłe muscadety tak się zwykle pije, ale te trzy wina do zwykłych nie należą i potrzebują czasu, by zrzucić z siebie to, co anglosasi nazywają „baby fat”, aromaty pofermentacyjne, nieco nachalne atrybuty młodego wina. I choć już te przedwczesne kontakty z winami Bossarda pokazały mi wyraźnie ich klasę, czekałem na okazję degustacji nieco starszych, dojrzalszych roczników.

W końcu okazja przyszła, ale nie sama, musiałem jej w tym pomóc. W lutym 2006 w jednym z paryskich sklepów wypatrzyłem na półce dwa z tych win, Gneiss z roku 2004 i rok starsze Granite. Za każdą z butelek zapłaciłem ok. 10 euro (tak, te wina, jak na swą klasę są niewiarygodnie tanie!) i odłożyłem do piwnicy, najpierw swojej, a potem, gdy przenosiłem się pod Warszawę, do piwnicy przyjaciela, w grupie kilkudziesięciu butelek, których przeznaczenie spełni się w Toruniu.

Kilka dni temu przyszedł czas i na dwa wina Bossarda. Nie napisałem, że jego posiadłość nazywa się Domaine de l’Ecu? OK, już napisałem, zresztą widac to na zdjęciu – przy okazji spieszę poinformować tych, którzy jeszcze tego nie zauważyli, że proste polecenie „Pokaż obrazek”, dostępne zwykle pod prawym przyciskiem myszy, pokazuje zdjęcie większe co najmniej dwukrotnie i dotyczy to niemal wszystkich zdjęć, które zamieszczam w blogu. Tak więc zebraliśmy się, tym razem w szóstkę i wśród innych zacnych win otworzyliśmy i te dwa. Na pierwszy ogień poszedł Gneiss … i świat skamieniał. Nie dosłownie oczywiście, ale miałem w ustach jedno z najbardziej kamiennych win w życiu. Owocu było w nim niewiele, kwasowość dość wysoka, surowa, krystaliczna, wreszcie faktura, najciekawsza w tym winie, szorstka, ale delikatna, jak powierzchnia kamienia wyłowionego z potoku. Bardzo, naprawdę bardzo mi się podobało, żal że to jedyna butelka, więcej pewnie już nie spotkam, z tego rocznika oczywiście, Guy nie robi ich wiele.

Kolej na Granite. Niestety wino było o rok starsze, rocznik 2003 i w okolicach Nantes był gorący, musiało to wpłynąć na owoce i na gotowe wino. Zawartość alkoholu 12%, a więc taka sama jak w Gneissie, w ustach jednakwyraźnie większa obfitość. Szkielet podobnie masywny, ale więcej ciała. Trudno rozstrzygać jaka część różnic płynie z gleby, jaka zaś wynika z różnic między rocznikami. Granite ma zupełnie inną fakturę, nie jest tak szorstkie i surowe jak Gneiss i tę różnicę przypisałbym wpływowi gleby. Większa tłustość i niższa kwasowość Granite to moim zdaniem głównie efekt cieplejszej pogody. Delikatne nuty miodu i wosku to z kolei wpływ wieku, nie ma tego w młodych winach, było w Granite 2000, które degustowałem kilka lat temu w Collegium Vini.

Chciałbym móc częściej wracać do tych win bez konieczności jeżdżenia do Paryża. O ile wiem, żaden z polskich importerów ich nie sprowadza. Mam nadzieję, że szybko się to zmieni, no i że ceny nie będą zbyt odstawały od paryskich!


  • RSS