winogranie blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: hiszpania

Zupełnie zapomniałem w tym roku o bożole nuwo (choć pamiętam o tym, jakie świetne może być normalne beaujolais, ale to całkiem inna sprawa), za to otworzyłem butelkę dość pospiesznie i bez namysłu kupionej przedwczoraj sherry Fino Quinta znanej firmy Osborne. Tak bardzo lubię fino i tak doskwierał mi brak jakiejkolwiek butelki w domu, że nie zrobiłem tego, co powinienem był zrobic i nie spojrzałem na kontretykietę, by odnaleźć symbol kryjący datę butelkowania. Zrobiłem to dopiero w domu i najpierw rzuciła mi sie w oczy sugestia „should be consumed within a short time”. Oczywiście ma to dwa znaczenia, ale oba mają tu zastosowanie: po otwarciu szybko wypić, ale też raczej nie zwlekać z otwarciem.

Z otwarciem tej butelki niestety zwlekałem trochę za długo, choć niewiele mogłem na to poradzić, nie miałem wcześniej do niej dostępu. Nie była to tez wina sklepu, w każdym razie nie jedynie, gdyż kilka tygodni temu wina jeszcze w nim nie było. Albo więc producent sprzedał wino za późno, albo też przeleżało się u importera i ta ostatnia możliwość wydaje się tu najbardziej prawdopodobna. Symbol butelkowania jest tu jednoznaczny: L28407 oznacza butelkowanie 284 dnia roku 2007, więc koło połowy października ubiegłego roku. Rok w butelce to dla fino zdecydowanie za długo i niestety czuć to wyraźnie, zwłaszcza jeśli zna się Fino Quinta z innych, bardziej szczęśliwych okazji. To jedno z najlżejszych zwykle sherry fino straciło gdzieś swą delikatność, zrobiło się dość toporne i nijakie. Oczywiście da się wypić, trafiałem już w Polsce na dużo bardziej postarzałe butelki fino. Z drugiej strony nawet Brytyjczycy, którzy wypijają dużo więcej sherry niż my, też się skarżą na zbyt stare butelki w swoich sklepach, więc może po prostu trzeba albo pogodzic się z losem i pić, co się ma, albo zupełnie z fino zrezygnować. Tej drugiej możliwości nie biorę w ogóle pod uwagę, więc wypiję zaraz drugi kieliszek, przecież mogłem trafić dużo gorzej: zamiast za starej sherry fino mógłbym mieć w kieliszku za młode bożole i to by dopiero była prawdziwie przykra sytuacja!

Nie miałem już wczoraj sił, by napisać o winie otwartym późnym wieczorem, teraz też ledwo znajduję w sobie energię, by napisać o winie dzisiejszym. Ponieważ obie butelki godne są uwagi i ponieważ trudno o tak skrajnie odmienne wina, spróbuję przełamać niemoc i kilka zdań napiszę.

Alvear
Wczorajsza butelka przyjechała do Polski z południa Hiszpanii, z apelacji Montilla-Moriles, gdzie wina robi się z osobliwej odmiany pedro ximenez, w nieodległym Jerez używanej niemal wyłącznie do dosładzania sherry. Technicznie jest to wino białe, choć barwa zużytego oleju silnikowego niezorientowanych może wprowadzić w błąd. Wino zrobiono z podsuszanych na słońcu winogron, stąd duża zawartość cukru w soku i także w gotowym winie. Tak wielka słodycz może początkowo odstraszać, ale proszę się poddać temu winu, gdy już znajdzie się w naszych kieliszkach. Poza cukrem jest tu wiele innych rzeczy: ładna kwasowość, ale przede wszystkim bogactwo warstw aromatycznych, spowodowanych po części przez specyficzny rodzaj produkcji i dojrzewania: wino powstaje w systemie solera, jest więc mieszanką różnych roczników, a że solerę zapoczątkowano w roku 1927, również i z tego rocznika kropla, może dwie, znajdują się teraz w moim kieliszku. Tak, teraz, bowiem choć butelkę otworzyłem wczoraj, to jeszcze przez wiele dni będzie mi służyć, nie da się tego wina wypić wiele za jednym razem, a dzięki zawartości cukru i alkoholu jest raczej odporne na upływ czasu i wytrzyma w lodówce nawet kilkanaście dni. Pedro Ximenez 1927 Dulce Viejo znakomitej firmy Alvear importuje Rolmex SA, za butelkę w warszawskim sklepie Winkolekcja przy Puławskiej 128 zapłaciłem niespełna 70 zł.


Słoweniec Edi Kante z włoskiego Krasu jest postacią tajemniczą. Dwa razy odwiedziłem jego piwnicę i dwa razy mignął mi gdzieś na horyzoncie, ale podejmowanie gościa pozostawiał żonie i siostrzeńcowi. Można by nawet wątpić w jego istnienie, ale podobno objawił się osobiście swemu polskiemu importerowi, Piotrowi Kuźni z krakowskiego Dionizosa. Objawia się zresztą w swoich winach, w pewnym sensie niezwykłych. Najbardziej znanym jego winem jest to, które robi z lokalnej odmiany vitovska, ale dzisiejsza malvasia z roku 2003 również może zachwycić, choć wymaga dużo uwagi, to nie jest wino, które w jakikolwiek sposób atakuje, zaczepia, zachęca. Wręcz przeciwnie, wydaje się, że robi wszystko, by go nie zauważyć, chowa się gdzieś w zakamarkach kieliszka (jak Edi w swej piwnicy), ale gdy poświęci mu się odpowiednio wiele uwagi, nagle bierze nas w posiadanie i długo zajmuje swą opowieścią. Przeżywałem to z winami Kantego wiele razy (niezapomniane butelki vitovskiej, chardonnay czy sauvignon blanc), przeżyłem i dziś. Niestety przygoda była któtka, od kilku lat Kante, podobnie jak inny włoski Słoweniec, Stanko Radikon, butelkuje swe wina w specjalnych butelkach o pojemności 0,5 litra, lub rzadszych, większych, litrowych „magnum”. Mają na ten temat teorię, ich zdaniem klasyczne butelki o pojemności 0,75 l. mają niewłaściwy dla dojrzewania wina stosunek przekroju korka do objętości wina.

Moja pięcioletnia butelka malvasii dojrzała znakomicie, więc być może coś w tej teorii naprawdę się kryje. Jeśli tak, to szkoda, że kilka butelek z lat 90., które wciąż mam, ma klasyczną pojemność i klasyczne korki (kilka lat temu zdarzyła mi się nawet butelka korkowa, ale oczywiście nawet Edi Kante temu akurat nie był w stanie zapobiec). Po tym, co widziałem w jego piwnicy, nie sądzę, by kiedykolwiek dał się namówić na zakrętki lub inne nowoczesne zamknięcia, chyba, że … ktoś znajdzie sposób, by robić je z kamienia.

Iberyjskie skrajności
Gdy przychodzi jesień i na stole pojawiają się grzyby, częściej niż zwykle sięgam po sherry. Częściej nie znaczy jednak niestety, że często, dobre sherry w Polsce niemal nie występuje. Owszem, komercyjne, często dosładzane daje się czasem znaleźć, czasem nawet mogą się okazać bardzo dobre, nie zmienia to jednak faktu, że w dobre butelki sherry muszę się zaopatrywać za granicą, zwykle w Berlinie, gdzie zarówno sklepy Wein&Vinos jak i Mövenpick mają zwykle co najmniej kilka ciekawych butelek, przy czym w Wein&Vinos wybór jest zdecydowanie lepszy.

Lustau jest jednym z najlepszych dużych producentów i sprzedawców sherry, polecam zwłaszcza jego almacenistas, sprzedawane przez Lustau wina dojrzewane przez małych producentów, można wśród nich znaleźć prawdziwe skarby. Tym razem jednak sięgnąłem po wino bardziej podstawowe, Palo Cortado Península. Są dwa podstawowe style dojrzałych sherry, amontillado i oloroso. Dużo rzadziej spotykane palo cortado jest czymś pośrednim, to wino które zaczynało życie jako kandydat na amontillado, ale nie wytrwało w tym zamiarze, zmieniło plany i poszło w kierunku oloroso. Dobre palo cortado łączy w sobie finezję amontillado i bogactwo oloroso, a Península, choć nie najlepsze palo cortado jakie piłem, jest świetnym przykładem tego stylu sherry.

Problemów z sherry jest kilka. Po pierwsze wina te są dziś niemodne i trudno je sprzedać, choć jak na tę jakość mają zwykle rewelacyjne ceny (przynajmniej w normalnych krajach, Península w Berlinie kosztuje dziś ok 22 euro). Po drugie, i to szczególnie dotyka polskich miłośnikow tych win, nasze prawo lokuje większość sherry, tak jak i inne wina wzmacniane mające ponad 18% alkoholu (porto, madera) w kategorii alkoholi mocnych, zwykli importerzy wina nie mogą ich sprowadzać, zezwolenie na ich import jest dużo bardziej kosztowne niż to na import wina.

Na zdjęciu widać też drugą butelkę. To jedno z najlepszych białych win z Portugalii jakie miałem ostatnio okazję pić, Escolha z Quinta do Ameal, rocznik 2004. Zrobione z tradycyjnej dla vinho verde odmiany loureiro, jest jednak zupełnym pzeciwieństwem vinho verde, jest też świetnym przykładem na to jak może wyglądać efekt mądrego użycia beczki. W maju pisałem o nie beczkowej wersji tego wina, przy czym o ile wersję bez beczki porównałem wówczas do chablis, Escolha stylistycznie bliższa jest właściwym burgundom, w dodatku sporej klasy. Gdy próbowałem to wino wiosną zeszłego roku, beczka bardzo mi w nim przeszkadzała i obawiałem się, że nie zdąży się w pełni z winem zintegrować. Obawy były płonne, dziś jesto to wino absolutnie bez szwów, w dodatku mimo sporego jak na loureiro wieku czterech lat zachowało młodzieńczą świeżość i nie tylko syci, ale też orzeźwia. W tej cenie (chyba trochę ponad 60 zł) jest to naprawdę okazja!

Muzyka? Sherry piłem w towarzystwie płyty tria Jamiego Safta Trouble zawierającej jego pianistyczne wersje mniej znanych utworów Boba Dylana (ale są i dwia nagrania z gościnnym udziałem wokalistów: Mike Patton wspaniale śpiewa Ballad of a thin man, a Anthony w charakterystyczny dla siebie sposób interpretuje Living the blues). Im dłużej jej słucham, tym bardziej ją lubię. A jeśli ktoś chciałby wiedzieć, z czym piłem Escolhę, musi poczekać do czasu gdy ukaże się październikowy numer Magazynu Wino, tam znajdzie odpowiedź.

Basa W poszukiwaniu Świętego Graala, jakim w tym miesiącu byłoby dla mnie idealne wino do szparagów, wróciłem dziś do hiszpańskiej Ruedy. Telmo Rodriguez, jedna z gwiazd nowej winiarskiej Hiszpanii, robi dziś wina w wielu iberyjskich regionach. Nie wszystkie jego wina jakoś szczególnie mi się podobają, choć nie spotkałem jeszcze wśród nich wina słabego. Z jego pochodzącą z Ruedy Basą spotykałem się już kilka razy i zawsze wino to robiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Telmo robi je z trzech odmian: verdejo, sauvignon blanc i viura (znana też jako macabeo). Dwie pierwsze należą do najbardziej aromatycznych białych odmian i często, zwłaszcza w winach nowoczesnych, z fermentacją w niskiej temperaturze w kadziach ze stali nierdzewnej, aromaty te w nieco obcesowy, czasem wręcz wulgarny sposób atakują z kieliszka, czyniąc wino nie tyle efektownym, co efekciarskim (gdyby miał szukać analogii w muzyce, pewnie wskazałbym na Dodę).
Basa (w moim przypadku z rocznika 2007, choć i starsze – te które piłem – były utrzymane w tym stylu) jest inna, bo choć typowe aromaty odmian wciąż są obecne, to są podane z dużą kulturą, nie męczą, a dzięki świetnie zbudowanym ustom, zwłaszcza bardzo soczystej kwasowości, wino pije się z wielką przyjemnością i naprawdę silnej woli trzeba, by nie pochłonąć w pojedynkę całej butelki. Nie ma tu żadnej tajemnicy, wino jest bardzo smaczne, jest jednak całkowicie przewidywalne i jutro na pewno sięgnę po coś innego, wiem, że Basa niczym nowym mnie nie zaskoczy.
Analogia muzyczna? Ella Fitzgerald, wokalistka znakomita, ale jednak gdy szukam prawdziwych emocji płynących z obcowania z wielką sztuką, włączam Sarah Vaughan albo Billie Holiday.

Basa z rocznika 2007 jest do kupienia w La Vinotheque i kosztuje bodaj 39 zł. Warto. Ale do jutrzejszych zielonych szparagów wypiję coś innego, a z kolejną butelką Basy poczekam na młodą kalarepkę, duszoną na maśle. Albo (rozmarzyłem się) na pstrąga z grilla.

PS. W dzisiejszej czytelni polecam artykuł Jancis Robinson o winach z chłodniejszych regionów Chile i Argentyny. Sam portal jancisrobinson.com też polecam, choć najciekawsze jego część jest dostępna jedynie dla subskrybentów.

 

Zaczęło się od pisania, kilka zaległych drobiazgów. Później wyprawa do centrum Warszawy, gdzie w Novotelu (dawne Forum) odbywała się spora degustacja win hiszpańskich organizowana przez ICEX (Hiszpański Instytut Handlu Zagranicznego) i Biuro Radcy Handlowego Ambasady Hiszpanii.
Montenovo 2007
„Hiszpania nieodkryta” było dobrą nazwą imprezy, swe wina przedstawiało bowiem trzydziestu producentów, których nikt do Polski dziś nie sprowadza, co więcej, spora ich część przyjechała z regionów, o których mało kto w Polsce słyszał. Niektórzy pewnie usłyszą, gdyż Bierzo, Valdeorras, czy wspominane przeze mnie kilka tygodni temu Rías Baixas są naprawdę godne uwagi. Przykład? Moje wielkie dzisiejsze odkrycie, Bodegas Valdesil z Valdeorras właśnie. Trzy prześliczne białe wina, wszystkie ze rdzennej odmiany godello. Podstawowe Montenovo w hiszpańskich sklepach kosztuje ok. 6 euro, następne w kolejności Valdesil Sobre Lías to już 12 euro (Sobre Lías oznacza po prostu „sur lie”, czyli wino dojrzewane przez jakiś czas na osadzie martwych drożdży), wreszcie powstające z rzeczywiście starych krzewów Pezas da Portela (w Hiszpanii 22 euro). Najstarsza winnica Bodegas Valdesil ma 125 lat, a nowsze obsadzono sadzonkami uzyskanymi ze sarych krzewów. I kto mówi, że klonowanie jest złe?
Nie będę opisywał tych win, każde w swej cenie było po prostu rewelacyjne. Mam nadzieję, że ktoś sprowadzi je do Polski. Ta sama firma pokazała dwa bardzo dobre wina czerwone, Losada i Altos de Losada z apelacji Bierzo, oba w 100% zrobione z gron bardzo ciekawej lokalnej odmiany mencia.

 Bodegas Valdespina

Ciekawych win było oczywiście więcej, dość wspomnieć cavy Rovellats, o których pisałem w zeszłym roku w Magazynie Wino, czy też interesujący nowy projekt w kilku apelacjach (Rías Baixas, La Mancha, Ribera del Duero) występujący pod nazwą Adegas d’Altamira. Skupiłem się na degustacji win białych, a z czerwonych na odmianie mencia, jednej z najciekawszych moim zdaniem w całej Hiszpanii. Zblazowanie wyszło ze mnie w postaci niechęci do tempranillo, któremu poświęciłem tylko kilka minut (to zreszą temat na oddzielny tekst). Przy okazji, jak to zwyle bywa, spotkałem wielu znajomych, więc sporo czasu spędziłem po prostu rozmawiając.

Życie dziennikarza winiarskiego nie składa się tylko z samych degustacji, kiedyś trzeba zarabiać, a z samego pisania wyżyć się nie da. Stąd też prosto z Novotelu udałem się na Foksal, gdzie w nieznanym mi wcześniej ogrodzie pałacu Zamojskich miałem poprowadzić dla klientów jednego z banków degustację win portugalskich (owszem, to też degustacja, jednak tu większość czasu zajmuje mówienie, i to tak, by przyciągnąć uwagę pięćdziesięciu osób). Chyba się udało, kilkoro uczestników zadeklarowało na odchodnym miłość do jednak dość egzotycznej odmiany fernao pires, inni stwierdzili, że kolejne wakacje spędzą w Portugalii, wszyscy byli zdumieni wysoką jakością i nie tak wielką ceną prezentowanych win. Najlepszą nagrodą (poza honorarium oczywiście) był jednak promienny uśmiech młodej kelnerki, która wsadziwszy nos w kieliszek stwierdziła, że nie przypuszczała, że wino może aż tak pachnieć. Młodzi ludzie lubią wino, nasza praca ma więc sens!

 


  • RSS