winogranie blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: loara

La Taille aux Loups
W poprzednim wpisie wspomniałem o małych importerach i ich pracy nad zbudowaniem w Polsce rynku dla win loarskich. Kilkanaście miesięcy temu kupiłem kilka butelek w niewielkim sklepie „Piwnica win” na Rakowickiej w Krakowie, wszystkie znad Loary, wszystkie importowane przez właścicieli. Jedną z nich, ostatnią z wtedy kupionych, otworzyłem do dzisiejszego obiadu.

Apelacja Montlouis sur Loire, wino crémant, więc delikatnie musujące, nazywa się Brut Tradition, a zrobił je z gron chenin blanc Jacky Blot, jeden z najbardziej znanych producentów z Touraine, w swej posiadłości La Taille aux Loups (ma też drugą, Domaine de la Butte w Bourgueil). Więcej informacji o wytrawnych loarskich winach z chenin blanc można znaleźć u Jancis Robinson, ja tylko dodam, że wino jest bardzo ciekawe i znakomicie będzie pasować do dań azjatyckich przyrządzonych z użyciem orzeszków ziemnych i sezamu, nuty orzechowe są w nim bardzo wyraźne. Nie było drogie, raptem 38 zł, więc tym bardziej polecam. Niestety nie wiem, czy wina Jacky Blota są dalej w sprzedaży, nie wiem zresztą co się dzieje z „Piwnicą win”, więc jeśli czyta mnie ktoś z Krakowa i wie, czy na Rakowickiej wciąż są dostępne wina znad Loary, proszę dać znać.

Les Picases 2003
Dwukrotna wizyta na odbywającym się na początku lutego w Angers Salon des Vins de Loire nauczyła mnie kilku rzeczy. Nie mam tu tylko na myśli ważnej obserwacji (również dwukrotnej i potwierdzonej przy innych okazjach), że być może ostrygi, jeśli nie zabieram się za ich pochłanianie chwilę po wyciągnięciu ich z morza, nie są najbezpieczniejszym dla mnie rodzajem pożywienia. Bo sprawa ta, choć ważna i dla wina (ostrygi skutecznie wyłączyły mnie z dwóch dni degustacji, na sześć spędzonych w sumie w Angers), jest niczym wobec odkrycja, jak wielka i ważna część winnego świata pozostawała dla mnie niemal zupełnie nieznana.

Niemal, gdyż oczywiście jakieś pojedyncze wina znad Loary zdarzało mi się wypić. A to trafił mi się jakiś z trudem wypatrzony w sklepie muscadet, a to udało się kupić jakieś mniej lub bardziej anonimowe sancerre, pamiętam też butelkę z egzotycznej apelacji haut-poitou upolowaną w toruńskim Carrefourze. Niestety polscy importerzy przez lata zdawali się wyznawać tezę, że wina znad Loary są w Polsce „nie sprzedawalne” i czasem miałem wrażenie, że robią wszystko, by tę tezę udowodnić.

Były oczywiści i chwalebne, choć niestety nieliczne wyjątki, w rodzaju kilku dobrych loarskich butelek w ofercie Vinariusa (przy okazji: duże zmiany w Vinariusie, zapowiada się wiele nowych, bardzo ciekawych win!). Znalezienie jednak dobrego chinon czy savennières było w zasadzie niemożliwe. Dziś na szczęście jest już dużo lepiej, bo i wieloryby polskiego importu zorientowały się, że po prostu wstyd nie mieć w portfolio nic ciekawego znad najdłuższej winnej rzeki we Francji, i (a może przede wszystkim) tak zwani mali importerzy zaangażowali się poważnie w promocję i sprzedaż win znad Loary.

Po tym przydługim wstępie kolej na moje wczorajsze wino. Domaine Olga Raffault jest jedną z najbardziej znanych posiadłości w Savigny-en-Véron w apelacji Chinon. O jej historii i o winach można poczytać tu. „Les Picasses” jest nazwą starej, pięćdziesięcioletniej winnicy w okolicach miasteczka Avoine, która rodzi znakomite grona cabernet franc, a powstaje z nich wino podobno bardzo długowieczne (niestety nie miałem okazji tego sprawdzić, znam tylko najmłodsze roczniki), które w roku 2003 udało się naprawdę świetnie. Podobnie jak i inne czerwone wina Olgi Raffault sprowadza je Robert Mielżyński, kosztuje ok. 50 zł. Jeśli ktoś chciałby sprawdzić jak smakuje dobre czerwone chinon, polecam to, jak i dwa inne, trochę tańsze wina Olgi, „Les Barnabés” i „Les Peuilles”.

Do czytelni siłą rzeczy muszę dziś dodać cytowany portal The Wine Doctor, jedno z najciekawszych anglojęzycznych miejsc poświęconych winom w internecie. Żeby zaś nie władający angielskim moi goście nie czuli się pokrzywdzeni, coś dla tych, którzy czytają po włosku (albo którzy, jak ja, czytają „un poco”). Franco Ziliani jest jednym z najbardziej znanych włoskich dziennikarzy winiarskich, pisze niemal wszędzie i robi to znakomicie, a energii (i czasu!) starcza mu jeszcze na prowadzenie świetnego bloga Vino al vino. Polecam!


  • RSS