winogranie blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: opera

Nie jestem wielkim miłośnikiem opery, kilku jednak mogę słuchać w całości, zawsze i wszędzie.  Jedną z nich jest Don Giovanni Mozarta, o którym przypomniałem sobie nagle kilka dni temu, słuchając kolejnej płyty z zestawu, o którym pisałem niemal rok temu (długo nie mogłem odnaleźć tego wpisu, w końcu rozeźlony uzupełniłem tagi we wszystkich wpisach!).  Fragment finału muzyki, którą Mozart skomponował do zapomnianej dziś zupełnie sztuki teatralnej Thamos, król Egiptu, wydał mi się niezwykle podobny nastrojem do finałowej sceny Don Giovanniego, kiedy to z zaświatów powraca zamordowany przez Don Giovanniego Komandor, by dokonać ostatecznego rozliczenia grzechów bohatera.  To jedna z najbardziej dramatycznych znanych mi scen w całej mozyce operowej, powinni ją pamiętać nawet czytelnicy nie bywający w La Scali czy Metropolitan, wystarczy obejrzeć Amadeusza Milosa Formana.

Spędziłem trochę czasu przy Youtube i chciałbym zaproponować kilka wersji tej sceny.  Na początek z filmu, tyle, że nie Formana, a Josepha Loseya, będącego inscenizacją całej opery:

tu partię Don Giovanniego śpiewa Ruggero Raimondi, a Komendantem jest John Macurdy. Ciekawe jest nagranie koncertowe Johna Eliota Gardinera

tu słyszymy partię Komendanta w wykonaniu świetnego Andrei Silvestrellego, rolę tytułową śpiewa Rodney Gilfry, który nie do końca przekonuje mnie wokalnie, jest za to świetny aktorsko. Jak to u Gardinera tempo jest dość zawrotne, poszukajmy więc wersji bardziej klasycznej, na przykład tu:

Kurt Moll jako Komendant, Samuel Ramey w roli Don Giovanniego, a dyryguje James Levine (zatem nagranie prawdopodobnie z Met).
Szukałem jednak dalej i znalazłem archiwalną (1961) osobliwość (śpiewaną po niemiecku), za to mistrzowską wokalnie (Josef Griendl i Dietrich Fischer-Dieskau), dyrygowaną przez Ferenca Fricsaya:

Niezależnie od wersji, słuchając tej muzyki mam dreszcze, a zimny pot spływa mi po plecach. Czy jakieś wino będzie w stanie mnie dziś rozgrzać?

Zastanawiając się nad winem na dzisiejszy wieczór uświadomiłem sobie, że już kilka miesięcy nie piłem żadnego wina z Bordeaux. Nie bardzo miałem ochotę na coś poważnego, potrzebowałem raczej czegoś, co rozjaśni ten paskudny poniedziałek (niby wrzesień, ale miałem wrażenie, że przeniosłem się w czasie do późnego listopada), bez zmuszania do poważniejszego wysiłku intelektualnego. Na szczęście znalazłem coś odpowiedniego, niestety trudno mi będzie to wino komukolwiek w Polsce polecić, bo chyba nie jest sprowadzane, ja przywiozłem je w zeszłym roku z Francji, a kupiłem za nieco ponad 9 euro w Carrefourze (normalna cena, żdna specjalna wyprzedaż, to był czerwiec, nie wrzesień, gdy francuskie supermarkety organizują coroczne wyprzedaże, czasem świetnych win).

drugie wino Chateau Chasse-SpleenNie zawsze warto kupować tak zwane „drugie wina” bordoskich zamków. Robi się je zwykle albo z gron zebranych z bardzo młodych krzewów, albo z mniej korzystnie położonych parceli, albo po prostu z odpadów, gron, które z powodu gorszej jakości nie zakwalifikowały się na surowiec do pierwszego wina. Są oczywiście wyjątki, za butelkę bardzo dobrego zwykle Carruades de Lafite trzeba dziś zapłacić ponad 100 euro (powód jest prosty, Chińczycy upodobali sobie wszystko, co na etykiecie ma magiczne słowo „Lafite” i kupują jak leci). Takim też udanym winem, na szczęście dużo tańszym, jest L’Oratoire de Chasse-Spleen, drugie wino Château Chasse-Spleen, z rocznika 2004, któe mam właśnie w kieliszku.

Wszystko jest w tym winie jak trzeba, dobry, charakterystyczny owoc, delikatne muśnięcie beczki, może tylko kwasowości wolałbym nieco więcej, zwłaszcza w nieco konfiturowej końcówce, ale teraz to już marudzę, pod tym względem mam spaczone podniebienie, niemal zawsze kwasu mi trochę brakuje. Dziś jestem tym winem bardzo usatysfakcjonowany, pijać je mógłbym częściej, nie tylko w mokre poniedziałki.

A jaką muzykę wybrałem sobie na lany poniedziałek? Podobnie jak wino muzykę niedrogą, o świetnym stosunku jakości do ceny. Bo choć cena 199 zł może się wydać spora, to jeśli wziąć pod uwagę fakt, że tyle zapłaciłem za 44 płyty, sprawa nabiera zupełnie nowych wymiarów. Wydany przez firmę Brillant Classics zestaw wszystkich oper Mozarta może cieszyć nie tylko ceną, bo i poziom muzyczny jest tu wysoki, wśród dyrygentów mamy i Tona Koopmana, i Sigiswalda Kuijkena, i Helmuta Kocha, a śpiewają m. in. Peter Schreier, Helen Donath, Teresa Berganza, Barbara Hendricks, Nicolai Gedda, a więc gwiazdy może dziś nieco przebrzmiałe, ale nagrań dokonano w czasach ich świetności. Niejeden poniedziałek ta muzyka mi zapełni, niejedną butelkę rozjaśni i wzbogaci.


  • RSS