winogranie blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: riesling

Brahms i riesling
Znalazłem dziś ciekawy blog, prowadzony przez amerykańskiego pianistę klasycznego Jeremiego Denka. Czytając wpis poświęcony muzyce Brahmsa, a zwłaszcza jego pierwszemu koncertowi fortepianowemu, sięgnąłem po historyczne już nagranie tego koncertu w wykonaniu Rudolfa Serkina i orkiestry z Cleveland prowadzonej przez Georga Szella. A że miałem akurat otwartą butelkę rieslinga Loiserberg Freda Loimera z roku 2003, nalałem sobie kieliszek. Denk pisze o „tłustości” muzyki Brahmsa, riesling z gorącego roku 2003 też jest obfity, może nawet na swój sposób tłusty. Bez muzyki, pity kilka godzin wcześniej, wydał mi się na dłuższą metę nieco męczący, choć bardzo mi smakował, Teraz, z „tłustą” muzyką Brahmsa, zmienił się zdumiewająco, po prostu wyszczuplał! Ech, żeby tak słuchanie Brahmsa wyszczuplało nie tylko wina …

SchwarzhofbergerZnów zaczęło mi się spiętrzać, więc dziś krótko. Najpierw wczorajsze wino, Van Volxem Riesling Scharzhofberger 2005, czyli wino naszego człowieka nad Saarą, Romana Niewodniczańskiego. Dość słabo znam jego wina, bo choć są w Polsce już od jakiegoś czasu, próbowałem je dotąd w mało sprzyjających warunkach. Tym razem mogłem spokojnie postudiować jdno z nich, to ze słynnej winnicy Scharzhofberg, najpierw solo, potem z jedzeniem (moja autorska wariacja na tematy azjatyckie, warzywa z imbirem i sosem sojowym oraz kurczak w oleju sezamowym, zamiast ryżu jednak coś bardziej swojskiego – pogardzany, choć wspaniały, pęczak!). Wino do tej dość trudnej potrawy dobierałem nieco po omacku, ale strzał był jeśli nie w dziesiątkę, to tuż obok. Riesling to nietypowy, dużo więcej w nim gruszek niż cytrusów, sporo słodkiego ciała, kwasowość raczej – jak na riesling – niska, ale wino ładnie zestroiło się z jedzeniem, dzięki dość szorstkiej, mineralnej fakturze, która uniosła bogactwo dania.

Tyle dzień wczorajszy, dziś z nową chyba w Polsce rybą, bardzo smaczną limandą, piłem jedno z moich ulubionych letnich białych win, Santiago Ruiz Rias Baixas 2007 i znów byłem bardzo usatysfakcjonowany. Czy już wspominałem, że ostatnio zdeecydowanie częściej niż czerwone z win hiszpańskich pijam wina białe?

Jeszcze zapowiedź, niestety przez kilka najbliższych dni notek będzie pewnie mniej, a jeśli będa to raczej zdawkowe, gdyż już za sześć godzin udaję się na lotnisko, by po dwóch krótkich skokach (trudno to nazwać lotami) znaleźć się w Grazu, w sercu Styrii, by tam zgłębiać tajniki sauvignon blanc. Tak, tam też będą wina białe! Ale górale podobno zapowiadają wczesną zimę, więc i tu zrobi się zapewne trochę bardziej czerwono. Jeszcze tylko kilka miesięcy …

Od kilku tygodni stoi na moim biurku pusta buteka i przez samą swą obecność przypomina mi o obietnicy, jaką jej dałem:
- Tak, napiszę o Tobie.

Dziś się zlitowałem i piszę, z dużą przyjemnością zresztą, pomniejszoną jedynie przez smutną refleksję nad tym, że butelka już przecież pusta …Riesling Gaisberg

O winach Johannesa Hirscha na pewno będę musiał napisać więcej, dziś tylko kilka słów o kapitalnym rieslingu z winnicy Gaisberbg w austriackim Kamptal z rocznika 2004. Wino znajduje się na tym etapie dojrzewania, który w rieslingach bardzo lubię. Wciąż dużo w nich intensywnych, cytrusowych w charakterze owoców, ale pojawiły się już i wyraźnie zaznaczają swą obecność naftowo-mineralne muty dojrzałego rieslinga. Fantastyczna kwasowość i niemal idealna harmonia wszystkich elementów, bardzo żałowałem, że to tylko standardowa butelka, tego dnia i z tym winem wewnątrz butelka magnum byłaby bardziej na miejscu. Wino stymulowało intelektualnie i zmysłowo, wprost zmuszało i do myślenia i do sączenia w zachwycie.

Zakrętka

Zachwyciło mnie nie tylko samo wino, także to, co widać na drugim zdjęciu, czyli zakrętka, zresztą to ona dała mi częściowo impuls do myślenia. Gdybym pił to wino dziś, byłbym zakrętką jeszcze bardziej zachwycony, w ciągu ostatniego tygodnia dwa wina, na których szczególnie mi zależało, okazały się korkowe. Krytycy zakrętek mówią, że nie nadają się one do dłuższego starzenia win, że wina pod zakrętką nabierają aromatów redukcyjnych. Czteroletniemu winu Hirscha zakrętka nie poczyniła żadnej szkody, wręcz przeciwnie, trudno byłoby znaleźć czteroletnie wino zamknięte korkiem, które byłoby tak świeże i czyste. Dziś zresztą otworzyłem zamknięte tradycyjnym korkiem wino cenionego przeze mnie bardzo sąsiada Johannesa Hirscha, grüner veltliner Spiegel Freda Loimera z roku 2003 i byłem nim dość mocno rozczarowany, choć niespełna rok temu z wielką przyjemnością piłem poprzednią butelkę. Przepadła gdzieś całą świeżość, została męcząca teraz masywność i słodycz gorącego rocznika. Jestem pewien, że pod zakrętką wino to przechowałoby się dużo lepiej.

Wróćmy jednak do rzeczy przyjemniejszych. U Jancis Robinson znalazłem dziś link do opublikowanej online książeczki o rieslingu zatytułowanej po prostu Riesling Rules. Nie miałem jeszcze czasu przestudiować ją głębiej, ale Jancis poleca, polecę więc i ja. Autorami są fanatycy rieslinga z winiarni Pacific Rim ze stanu Washington w USA. Ich fanatyzmowi się nie dziwię i gdybym miał na bezludną (ale wyposażoną w dobrą lodówkę!) wyspę zabrać dożywotni zapas wina z jednej białej odmiany, na pewno byłby to riesling.

Gdy wczoraj późnym wieczorem sączyłem bardzo dobrego rieslinga z Rheingau (Erstes Gewächs Rüdesheim Berg Schlossberg 2004 z Weingüter Wegeler),
Haydn i riesling
jednocześnie słuchałem symfonii londyńskich Haydna. W pewnej chwili uderzyło mnie niezwykłe stylistyczne podobieństwo muzyki i wina. Muzyczna mądrość dojrzałego, klasycznego Haydna i winna mądrość dojrzałego klasycznego wina świetnie do siebie pasowały, a że i muzyka Haydna i reński riesling pełne są młodzieńczego wigoru, połączenie było tym doskonalsze. W sierpniu wybieram się na Rheingau Music Festival, który trwa zresztą całe lato, więc przeprowadzę dalsze wnikliwe badania, a o ich wynikach oczywiście poinformuję.

 

 

 

Okonomierat Rebholz Tak, dziś znów riesling. Nic na to nie poradzę, taka pora roku i takie u mnie królują wina. Ökonomierat Rebholz jest jedną z najbardziej znanych posiadłości w Palatynacie (niem. Pfalz) i z wielką przyjemnością wypiłem dziś ich „Vom Buntsandstein” Riesling Spätlese Trocken z roku 2004.

Tak, wypiłem z wielką, do jedzenia (znów te szparagi …), ale potem zająłem się tym, co po kolacji zostało w butelce i nie było już tak świetnie. Pomyślcie zresztą sami: spätlese, więc teoretycznie większa zawartość cukru. Trocken, więć wytrawnie, zatem cały cukier poszedł na alkohol. Palatynat jest jednym z najcieplejszych regionów Niemiec (pod koniec lutego tego roku sam widziałem kwitnące migdałowce), więc czego można się spodziewać? Jakiś wysokoalkoholowy potwór, no, dziś takie rzeczy nie robią już wrażenia, ale powiedzmy 13-13,5%. Okazuje się, że jednak nie, zawartość alkoholu ledwo sięga 12%. Skoro tak, to owoce pewnie nie były całkiem dojrzałe, albo tuż przed zbiorami czy też w ich trakcie padało i sok w gronach został nieco rozcieńczony. Rzeczywiście, gdy już zjadłem wszystkie szparagi i zająłem się samym winem, zacząłem czuć pewną pustkę na podniebieniu, rodzaj wodnistości. Atak wina był mocny i wyrazisty, kłopoty zaczęły się później.

Dlaczego o tym piszę? A dlatego, że po raz kolejny dostałem lekcję. To samo wino w dwóch różnych sytuacjach odebrałem zupełnie inaczej. Z jedzeniem było świetne, bez jedzenia ujawniło słabsze strony. W sytuacjach profesjonalnych (duże degustacje, targi, konkursy winiarskie) wina degustuje się solo, bez jedzenia (zresztą jak jeść, gdy trzeba zdegustować 100-150 różnych win, jakie jedzenie dobrać, to samo do wszystkich czy inne do każdego?). Dobra notka degustacyjna powinna pewnie zawierać jakieś mądre sugestie dotyczące potrawy, z którą wino najlepiej byłoby podać. Oczywiście uczyniłoby to cała rzecz jeszcze bardziej subiektywną i mniej „naukową” niż zwykle. Ale to już temat na inną okazję, teraz zasypiam, więc może na tym poprzestanę. Ciąg dalszy nastąpi.

siostry Benzinger

Siostry Sylvia (z lewej) i Julia Benzinger przejmują powoli od swych rodziców stery w posiadłości Weingut im Leiningerhof w niemieckim Palatynacie. Julia zajmuje się pracą w piwnicy, natomiast Sylvia, mająca za sobą roczne panowanie jako Deutschen Weinkönigin, skupia się raczej na promocji i sprzedaży.

Nie ma tu może win wielkich, są za to bardzo smaczne, jak kosztujący w Niemczech nie więcej niż 10 euro dzisiejszy wytrawny riesling Kirchheimer Steinacker QbA z roku 2006. Nie ma klasy wczorajszego rieslinga z Wachau, więcej w mim dość prostego owocu, jest jednak ładnie zbudowany, przyjemnie orzeźwia dzięki pozostawionej niewielkiej ilości rozpuszczonego dwutlenku węgla, do zielonych szparagów był jak znalazł.
Riesling Benzinger

Już za dwa dni koncert Boba Dylana, więc i w domu śpiewał mi dziś Dylan, z chyba najlepszej swej płyty ostatnich kilkunastu lat, „Time out of mind”. Oszczędna instrumentacja z elementami reggae, surowy głos wokalisty, świetne teksty, znakomita kompozycja całej płyty, otwartej przebojową piosenką „Love sick” i kończącej się ponad szesnastominutową melodeklamacją poematu „Highlands”. To jedna z tych płyt, których mogę słuchać godzinami, nieustannie, obsesyjnie. Tak jak obsesyjnie mogę pić dobrego rieslinga. Dylan i riesling? Pasują do siebie.

W dzisiejszej czytelni polecam nie konkretny tekst, a cały blog. Vinography istnieje od stycznia 2004 i jest jednym z pierwszych amerykańskich blogów poświęconych winu i innym alkoholom. Jego autor, Alder Yarrow, w dzień zajmuje się zupełnie innymi rzeczami, ale wieczorem pije wino, a w nocy o nim pisze. Gorąco polecam, choć też muszę ostrzec: można się uzależnić, a Alder pisze niemal codziennie, czasem wspierając się piórem, albo raczej klawiaturą, swych winnych przyjaciół.

 

Roman JaegerSą wina do poważnej analizy, do pisania na ich temat poważnych esejów, i są wina do picia. W austriackim naddunajskim Wachau takimi winami do picia są dla mnie przede wszystkim te z najlżejszej kategorii steinfeder i z nieco cięższej, federspiel. Nienasycony po powrocie z VieVinum przeglądałem (niestety jak zwykle zbyt małe) zapasy białych win z Austrii i bez wahania wybrałem butelkę, która miała towarzyszyć dzisiejszej kolacji, złożonej z młodej kapusty z masłem i koperkiem, młodych ziemniaków i kupionego w przydrożnym grillu ładnego kawałka golonki. Niezwykle skromny Roman Jäger, z którym miałem okazję porozmawiać w sobotę degustując jego wina z rocznika 2007, widoczny obok na zdjęciu zrobionym w Wachau rok temu, w roku 2006 federspielzrobił serię świetnych win, a dzisiejszy riesling federspiel z winnicy Steinriegl był wręcz znakomitym partnerem jedzenia. Świdrująca kwasowość, aromaty dojrzałych cytrusów i mocna mineralna podbudowa znakomicie poradziły sobie z niechudą golonką i dobrze dopełniły koperkowo-maślane aromaty warzyw. Dziś to wino miało tylko jedną, za to poważną wadę: skończyło się zdecydowanie za szybko (zawartością butelki podzieliły się trzy osoby).

Na najlepsze smaragdy z roku 2006 jeszcze długo trzeba będzie poczekać, pite dziś mogą trochę rozczarować. Federspiele z tego samego rocznika znakomicie umilą nam to oczekiwanie, podobnie jak steinfedery z roku 2007 (a te będą też tańsze!).


  • RSS