winogranie blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: sauvignon

Pozostańmy we francuskich klimatach, tym bardziej, że mam jeszcze „w świeżej pamięci” wino które piłem do obiadu i które potwierdza, że Francja jest w stanie wyprodukować butelki, które przynajmniej w swych kategoriach cenowych należeć będą do najlepszych win świata. 
Gdy pozostając w świecie win francuskich pomyślimy o sauvignon blanc, zwykle dwa duże regiony przychodzą nam na myśl: dolina Loary (jej wschodnia część) i Bordeaux.  Okazuje się, że świetne i w dodatku niedrogie (w La Vinotheque zapłaciłem za nie nieco ponad 30 zł) sauvignon blanc potrafią zrobić i w gorącej Langwedocji. S de Sarrail 2007, sauvignon blanc zrobione w regionalnej apelacji Vin de Pays de la Cité de Carcassone, jest winem krystalicznie czystym, świetnie łączącym dwie typowe dla odmiany grupy aromatów. Jest tu troszkę ziół, młodych pokrzyw i tego, co bywa nazywane „kocimi sikami”, ale jest też mnóstwo owoców egzotycznych, głównie grejpfruta i mango. Świetne, rześkie wino do lekkiego obiadu na upalny dzień, także znakomity aperitif, no i na pewno nie zrujnuje kieszeni.  Mam nadzieję, że jest jeszcze dostępne, muszę zrobić zapas, lato pewnie jeszcze trochę potrwa.

Źle wygląda blog bez zdjęć, więc dziś proponuję trzy ilustracje.  Wspomniałem o otwierającym konferencję w Grazu koncercie zespołu prowadzonego przez szefa związku styryjskich producentów.  Oto część zespołu (lider na cymbałach):

W czwartek wykłady trwały nieco krócej, gdyż później uczestnicy rozjechali się w różne strony południowej Styrii na tematyczne wycieczki. Ja zapisałem się do grupy mającej zwiedzać „najbardziej strome styryjskie winnice”. Rzeczywiście było stromo, a co najbardziej mnie uderzyło, to fakt, że dopiero od niedawna próbuje się w Styrii upraw tarasowych, jak ta, należąca do lokalnej szkoły winiarskiej (wcześniej rzędy prowadzono zwykle wzdłuż osi góra-dół):

Podczas wycieczki odwiedziliśmy jednego z najciekawszych producentów w regionie, rodzinę Wohlmuth. Od kilku lat tutejsze sauvignon z pojedynczych winic osiągają naprawdę bardzo wysoki poziom, bardzo podobało mi się robione bez beczek Steinriegel, zwłaszcza z roku 2007, a dość delikatnie beczkowy sauvignon z winnicy Elite pokazał ładny potencjał do starzenia, nie bardzo mogłem uwierzyć, że butelka z roku 1997 ma aż 11 lat, wino było wciąż niezwykle świeże, choć już bogate w aromaty wina dojrzałego. Mocną stroną win rodziny Wohlmuth są też etykiety, co roku inny artysta je projektuje.

 Pionowa degustacja Wohlmuth

Win rodziny Wohlmuth niestety nie ma jeszcze w Polsce.

Wróciłem, niestety nie mogłem zostać na kończącej całość otwartej degustacji, choć pewnie były tłumy i warunki musiały być co najmniej trudne. Do samego końca wykładów było ciekawie, nawet raczej odległe od moich codziennych zainteresowań sprawy marketingu poruszane dziś przed południem przedstawiono w sposób fascynujący.  Po raz pierwszy miałem okazję posłuchać Tima Atkina, jedną z najbardziej znanych postaci brytyjskiego winopisarstwa i zrobił na mnie duże wrażenie swą umiejętnością zajmującego opowiadania.

Duże wrażenie zrobił też na mnie Jamie Goode, który znajdował czas na komentowanie na bieżąco kongresowych dni na swym blogu. Ja postaram się podsumować całość w Magazynie Wino, ale i tu będą się pewnie pojawiały różne związane z kongresem refleksje, trzy spędzone w Grazu doby były dla mnie niezwykle zapładniające intelektualnie. Może trochę za mało win degustowaliśmy, kilka jednak wbiło mi się w pamięć … zewnętrzną – bez sięgania do notatek nie będę jednak w stanie wszystkich wymienić, cztery godziny czekania na przesiadkę w Monachium wyczerpały mnie zupełnie.

Kolejna notka nie pojawi się tu wcześniej niż w niedzielę wieczorem, niemal o świcie wyjeżdżam do Torunia, a tam oczywiście nie obejdzie się bez otwarcia kilku ciekawych butelek, będzie też jeden słynny sauvignon, więc jak to mówią anglosasi stay tuned.

Właściwie dzień 1,5, gdyż pół dnia było już wczoraj, w postaci powitalnego przyjęcia wydanego przez burmistrza Grazu. Ciekawe miejsce – kazamaty górującego nad Grazem zamku. Atmosfera bardzo nieoficjalna, okazja do spotkania starych znajomych i zawarcia znajomości nowych. Ciekawa kuchnia styryjska, do picia tylko lokalne sauvignon blanc, ale w calej gamie stylów, więc nie było nudno. Główny problem takich wieczorów polega na nadmiarze. Nie nadmiar wina mam tu na myśli, to było oczywiście pod kontrolą, prawdziwym problemem jest za to nadmiar jedzenia. Dostępne menu degustacyjne liczyło dobrych 20 pozycji, a że zawodowa rzetelność zmusila mnie (i chyba większość uczestników) do spróbowania niemal wszystkiego, więc nie było łatwo, tym bardziej, że w przeciwieństwie do degustacji wina nie ma tu jak wypluwać. Jakoś jednak dałem radę, a że wieczór był piękny, kilkukilometrowy spacer do hotelu ładnie zamknął dzień.

Dziś od rana praca. Oficjalne otwarcie kongresu było mniej oficjalne niż to zwykle bywa, bez nadmiaru męczących przemówień (zamiast słowami, szef styryjskiego zrzeszenia producentów wina powitał nas krótkim koncertem prowadzonego przez siebie zespołu muzycznego grającego tradycyjną lokalną muzykę). Potem już były wykłady. Wiecie, że sauvignon blanc jest krzyżówką chenin blanc i traminera? To chyba nowe odkrycie, ja w każdym razie chyba (choć pamięć zawodna) jeszcze o tym nie słyszałem. Dzisiejszy dzień był poświęcony rzeczom dziejącym się w winnicy – wpływ klimatu (o tym mówił słynny Richard Smart z Australii), gleby, metod uprawy, doboru klonów. Dowiedziałem się dużo, kilka wiadomości wręcz zburzyło mój światopogląd, będę jeszcze o tym pisał.

Teraz chwila przerwy, czas na odświeżenie się, by w pełni sił przystąpić do kolejnego trudnego punktu programu: galowa kolacja. Na szczęście powinienem właściwie napisać „galowa”, gdyż w tym środowisku nie traktuje się raczej galowości zbyt dosłownie. Napiszę jak było, jeśli będę miał siły to może jeszcze wieczorem, po powrocie, jeśli nie, to pewnie w piątek, jutro nie będę miał okazji, poza wykładami w programie są też zajęcia terenowe, a okolice Grazu są przepiękne!


  • RSS