winogranie blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: sherry

Krótka filmowa podróż w przeszłość: Jerez w roku 1964.

(Znalezione w blogu Jerez Wine)

Zupełnie zapomniałem w tym roku o bożole nuwo (choć pamiętam o tym, jakie świetne może być normalne beaujolais, ale to całkiem inna sprawa), za to otworzyłem butelkę dość pospiesznie i bez namysłu kupionej przedwczoraj sherry Fino Quinta znanej firmy Osborne. Tak bardzo lubię fino i tak doskwierał mi brak jakiejkolwiek butelki w domu, że nie zrobiłem tego, co powinienem był zrobic i nie spojrzałem na kontretykietę, by odnaleźć symbol kryjący datę butelkowania. Zrobiłem to dopiero w domu i najpierw rzuciła mi sie w oczy sugestia „should be consumed within a short time”. Oczywiście ma to dwa znaczenia, ale oba mają tu zastosowanie: po otwarciu szybko wypić, ale też raczej nie zwlekać z otwarciem.

Z otwarciem tej butelki niestety zwlekałem trochę za długo, choć niewiele mogłem na to poradzić, nie miałem wcześniej do niej dostępu. Nie była to tez wina sklepu, w każdym razie nie jedynie, gdyż kilka tygodni temu wina jeszcze w nim nie było. Albo więc producent sprzedał wino za późno, albo też przeleżało się u importera i ta ostatnia możliwość wydaje się tu najbardziej prawdopodobna. Symbol butelkowania jest tu jednoznaczny: L28407 oznacza butelkowanie 284 dnia roku 2007, więc koło połowy października ubiegłego roku. Rok w butelce to dla fino zdecydowanie za długo i niestety czuć to wyraźnie, zwłaszcza jeśli zna się Fino Quinta z innych, bardziej szczęśliwych okazji. To jedno z najlżejszych zwykle sherry fino straciło gdzieś swą delikatność, zrobiło się dość toporne i nijakie. Oczywiście da się wypić, trafiałem już w Polsce na dużo bardziej postarzałe butelki fino. Z drugiej strony nawet Brytyjczycy, którzy wypijają dużo więcej sherry niż my, też się skarżą na zbyt stare butelki w swoich sklepach, więc może po prostu trzeba albo pogodzic się z losem i pić, co się ma, albo zupełnie z fino zrezygnować. Tej drugiej możliwości nie biorę w ogóle pod uwagę, więc wypiję zaraz drugi kieliszek, przecież mogłem trafić dużo gorzej: zamiast za starej sherry fino mógłbym mieć w kieliszku za młode bożole i to by dopiero była prawdziwie przykra sytuacja!

Iberyjskie skrajności
Gdy przychodzi jesień i na stole pojawiają się grzyby, częściej niż zwykle sięgam po sherry. Częściej nie znaczy jednak niestety, że często, dobre sherry w Polsce niemal nie występuje. Owszem, komercyjne, często dosładzane daje się czasem znaleźć, czasem nawet mogą się okazać bardzo dobre, nie zmienia to jednak faktu, że w dobre butelki sherry muszę się zaopatrywać za granicą, zwykle w Berlinie, gdzie zarówno sklepy Wein&Vinos jak i Mövenpick mają zwykle co najmniej kilka ciekawych butelek, przy czym w Wein&Vinos wybór jest zdecydowanie lepszy.

Lustau jest jednym z najlepszych dużych producentów i sprzedawców sherry, polecam zwłaszcza jego almacenistas, sprzedawane przez Lustau wina dojrzewane przez małych producentów, można wśród nich znaleźć prawdziwe skarby. Tym razem jednak sięgnąłem po wino bardziej podstawowe, Palo Cortado Península. Są dwa podstawowe style dojrzałych sherry, amontillado i oloroso. Dużo rzadziej spotykane palo cortado jest czymś pośrednim, to wino które zaczynało życie jako kandydat na amontillado, ale nie wytrwało w tym zamiarze, zmieniło plany i poszło w kierunku oloroso. Dobre palo cortado łączy w sobie finezję amontillado i bogactwo oloroso, a Península, choć nie najlepsze palo cortado jakie piłem, jest świetnym przykładem tego stylu sherry.

Problemów z sherry jest kilka. Po pierwsze wina te są dziś niemodne i trudno je sprzedać, choć jak na tę jakość mają zwykle rewelacyjne ceny (przynajmniej w normalnych krajach, Península w Berlinie kosztuje dziś ok 22 euro). Po drugie, i to szczególnie dotyka polskich miłośnikow tych win, nasze prawo lokuje większość sherry, tak jak i inne wina wzmacniane mające ponad 18% alkoholu (porto, madera) w kategorii alkoholi mocnych, zwykli importerzy wina nie mogą ich sprowadzać, zezwolenie na ich import jest dużo bardziej kosztowne niż to na import wina.

Na zdjęciu widać też drugą butelkę. To jedno z najlepszych białych win z Portugalii jakie miałem ostatnio okazję pić, Escolha z Quinta do Ameal, rocznik 2004. Zrobione z tradycyjnej dla vinho verde odmiany loureiro, jest jednak zupełnym pzeciwieństwem vinho verde, jest też świetnym przykładem na to jak może wyglądać efekt mądrego użycia beczki. W maju pisałem o nie beczkowej wersji tego wina, przy czym o ile wersję bez beczki porównałem wówczas do chablis, Escolha stylistycznie bliższa jest właściwym burgundom, w dodatku sporej klasy. Gdy próbowałem to wino wiosną zeszłego roku, beczka bardzo mi w nim przeszkadzała i obawiałem się, że nie zdąży się w pełni z winem zintegrować. Obawy były płonne, dziś jesto to wino absolutnie bez szwów, w dodatku mimo sporego jak na loureiro wieku czterech lat zachowało młodzieńczą świeżość i nie tylko syci, ale też orzeźwia. W tej cenie (chyba trochę ponad 60 zł) jest to naprawdę okazja!

Muzyka? Sherry piłem w towarzystwie płyty tria Jamiego Safta Trouble zawierającej jego pianistyczne wersje mniej znanych utworów Boba Dylana (ale są i dwia nagrania z gościnnym udziałem wokalistów: Mike Patton wspaniale śpiewa Ballad of a thin man, a Anthony w charakterystyczny dla siebie sposób interpretuje Living the blues). Im dłużej jej słucham, tym bardziej ją lubię. A jeśli ktoś chciałby wiedzieć, z czym piłem Escolhę, musi poczekać do czasu gdy ukaże się październikowy numer Magazynu Wino, tam znajdzie odpowiedź.

Maxime Godet i Emilio Lustau
Dwa wina z weekendu, oba należące do kategorii win w pewien sposób wyjątkowych: szampan i sherry. Szampan to Brut Premier Cru Maxime Godeta. Sprawdziła się na tej butelce teza: nawet podstawowe szampany nierocznikowe mogą dużo zyskać, gdy pozwolić im spokojnie poleżeć kilka miesięcy. W tym przypadku miesięcy było kilkanaście i wino było dużo lepsze niż zaraz po kupieniu, straciło dość męczący intensywny aromat mocno spieczonej skórki chleba, stało się bardziej finezyjne, delikatne, piliśmy je z dużą przyjemnością. Za mało szampanów otwieram, oj za mało!

Za mało otwieram też sherry, choć pewnie i z szampanami i z sherry znajduję się w polskiej czołówce, jeśli chodzi o liczbę otwieranych rocznie butelek. Tę otworzyłem kilka dni temu i wciąż cieszę się jej zawartością.
Kontretykieta
Amontillado ze „stajni” Emilio Lustau, dojrzewane w solerze przez Miguela Fontodeza Floridę, butelkowane w sto pięćdziesiątym trzecim dniu roku 2005 (to oznacza symbol L5153 wydrukowany na kontretykiecie – o tym za chwilę). Dość słodkie aromaty, ale pełna wytrawność w ustach, ze sporą kwasowością, szlachetnym drewnem i masą orzechów włoskich, wino raczej lekkie, zupełnie nie czuć 18,5% alkoholu. Nie tylko fino i manzanilla (typowe letnie sherry) potrafią odświeżać, również dobre amontillado sprawdza się w tej roli. U mnie amontillado od Lustau, kupione w Berlinie za ok 25 euro, jest od kilku dni winem do gotowania. Nie, nie znaczy to, że leję je do potraw, po prostu mam je przy sobie w kieliszku i sączę po kropli w chwilach wolnych od krojenia i mieszania.

Tak też sączyłem je dziś, przygotowując prostą, bardzo eksperymentalną kolację,
chianti Isole e Olena
do której podałem inne wino, chianti classico z roku 2003 zrobione przez Paolo de Marchi w jego posiadłości Isole e Olena. Połączenie wina i dania też było bardzo eksperymentalne, ale wszystko ładnie się udało. W gorącym roku 2003 wina z Toskanii mają z reguły mniejszą niż zwykle kwasowość i dokładnie na to liczyłem, dzięki temu wino dobrze pasowało do makaronu z ciekawym włoskim sosem prawdziwkowym kupionym w Almie – rodzajem prawdziwkowego pesto.

Wspomniałem wcześniej o symbolu L5153 na kontretykiecie butelki sherry. Każdy producent czy hurtownik sherry ma własny system oznaczania daty butelkowania. W przypadku amontillado nie jest to aż tak bardzo istotne jak dla fino i manzanilli – te wina powiny byc wypite jak najszybciej po zabutelkowaniu, mówi się o czasie rzędu dziewięciu miesięcy, więc warto kupując butelkę sherry upewnić się, że mamy do czynienia z winem z najnowszej dostawy. Niestety nie wszyscy producenci używają tak prostego systemu jak Lustau, ja sam nie rozszyfrowałem jeszcze na przykład oznaczeń na butelkach Barbadillo.

Czytelnia:

  • – Peter Liem zafascynowany czerwonym vinho verde,
  • – W blogu Vinography ciekawa dyskusja na temat „podniebienia Parkera”: czy rzeczywiście jego gust rózni się od preferencji innych krytyków,
  • – równiez w Vinography, kolejna sake. Mój apetyt rośnie!

  • RSS