winogranie blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: slowenia

Nie miałem już wczoraj sił, by napisać o winie otwartym późnym wieczorem, teraz też ledwo znajduję w sobie energię, by napisać o winie dzisiejszym. Ponieważ obie butelki godne są uwagi i ponieważ trudno o tak skrajnie odmienne wina, spróbuję przełamać niemoc i kilka zdań napiszę.

Alvear
Wczorajsza butelka przyjechała do Polski z południa Hiszpanii, z apelacji Montilla-Moriles, gdzie wina robi się z osobliwej odmiany pedro ximenez, w nieodległym Jerez używanej niemal wyłącznie do dosładzania sherry. Technicznie jest to wino białe, choć barwa zużytego oleju silnikowego niezorientowanych może wprowadzić w błąd. Wino zrobiono z podsuszanych na słońcu winogron, stąd duża zawartość cukru w soku i także w gotowym winie. Tak wielka słodycz może początkowo odstraszać, ale proszę się poddać temu winu, gdy już znajdzie się w naszych kieliszkach. Poza cukrem jest tu wiele innych rzeczy: ładna kwasowość, ale przede wszystkim bogactwo warstw aromatycznych, spowodowanych po części przez specyficzny rodzaj produkcji i dojrzewania: wino powstaje w systemie solera, jest więc mieszanką różnych roczników, a że solerę zapoczątkowano w roku 1927, również i z tego rocznika kropla, może dwie, znajdują się teraz w moim kieliszku. Tak, teraz, bowiem choć butelkę otworzyłem wczoraj, to jeszcze przez wiele dni będzie mi służyć, nie da się tego wina wypić wiele za jednym razem, a dzięki zawartości cukru i alkoholu jest raczej odporne na upływ czasu i wytrzyma w lodówce nawet kilkanaście dni. Pedro Ximenez 1927 Dulce Viejo znakomitej firmy Alvear importuje Rolmex SA, za butelkę w warszawskim sklepie Winkolekcja przy Puławskiej 128 zapłaciłem niespełna 70 zł.


Słoweniec Edi Kante z włoskiego Krasu jest postacią tajemniczą. Dwa razy odwiedziłem jego piwnicę i dwa razy mignął mi gdzieś na horyzoncie, ale podejmowanie gościa pozostawiał żonie i siostrzeńcowi. Można by nawet wątpić w jego istnienie, ale podobno objawił się osobiście swemu polskiemu importerowi, Piotrowi Kuźni z krakowskiego Dionizosa. Objawia się zresztą w swoich winach, w pewnym sensie niezwykłych. Najbardziej znanym jego winem jest to, które robi z lokalnej odmiany vitovska, ale dzisiejsza malvasia z roku 2003 również może zachwycić, choć wymaga dużo uwagi, to nie jest wino, które w jakikolwiek sposób atakuje, zaczepia, zachęca. Wręcz przeciwnie, wydaje się, że robi wszystko, by go nie zauważyć, chowa się gdzieś w zakamarkach kieliszka (jak Edi w swej piwnicy), ale gdy poświęci mu się odpowiednio wiele uwagi, nagle bierze nas w posiadanie i długo zajmuje swą opowieścią. Przeżywałem to z winami Kantego wiele razy (niezapomniane butelki vitovskiej, chardonnay czy sauvignon blanc), przeżyłem i dziś. Niestety przygoda była któtka, od kilku lat Kante, podobnie jak inny włoski Słoweniec, Stanko Radikon, butelkuje swe wina w specjalnych butelkach o pojemności 0,5 litra, lub rzadszych, większych, litrowych „magnum”. Mają na ten temat teorię, ich zdaniem klasyczne butelki o pojemności 0,75 l. mają niewłaściwy dla dojrzewania wina stosunek przekroju korka do objętości wina.

Moja pięcioletnia butelka malvasii dojrzała znakomicie, więc być może coś w tej teorii naprawdę się kryje. Jeśli tak, to szkoda, że kilka butelek z lat 90., które wciąż mam, ma klasyczną pojemność i klasyczne korki (kilka lat temu zdarzyła mi się nawet butelka korkowa, ale oczywiście nawet Edi Kante temu akurat nie był w stanie zapobiec). Po tym, co widziałem w jego piwnicy, nie sądzę, by kiedykolwiek dał się namówić na zakrętki lub inne nowoczesne zamknięcia, chyba, że … ktoś znajdzie sposób, by robić je z kamienia.

Bianco Della Bora Dziś minął miesiąc od pierwszego wpisu na tym blogu i właśnie zdałem sobie sprawę, że przez ten miesiąc nie piłem żadnego wina z Friuli, mojego ulubionego regionu winiarskiego w Europie, poza Douro, poza Wachau, poza …, ok, jest ich kilka. Nie piłem, co nie znaczy, że nie degustowałem, bo i kilka dni temu wspomniałem tu o winach Jermanna, i na VieVinum nie mogłem przejść obojętnie obok win Movii. Mimo to fakt, że mając ostatnio tak wielki „ciąg” na wina białe nie sięgnąłem po wina friulańskich mistrzów nieco mnie zawstydził. Z drugiej strony, choć Friuli obfituje w świeże, rześkie wina na upalne popołudnia, to jednak nie te wina stanowią dla mnie o wielkości regionu. Regionu, muszę tu uściślić, wykraczającego poza granicę Włoch, gdyż po pierwsze granica włosko-słoweńska została tu wyznaczona dość arbitralnie, po drugie po słoweńskiej jej stronie działa wielu znakomitych producentów, a po trzecie i po włoskiej stronie prym wiodą w dużej mierze Słoweńcy, by wymienić choćby Gravnera, Radikona czy Kantego. Słoweńskie z pochodzenia jest też dzisiejsze wino, choć nosi włoską apelację.

Nataša Černic, z wykształcenia pianistka, od kilku lat prowadzi z ojcem posiadłość Castello di Rubbia w San Michele del Carso na zachodnim skraju apelacji Carso, w pobliżu Gorizii. Nazwa jest w pełni uzasadniona, jest tam bowiem prawdziwy zamek, obecnie restaurowany, ale dla nas ważne są przede wszystkim wina. Głównie lokalne odmiany: terrano, malvasia no i vitovska, prawdziwa perła regionu. Z vitovskiej zrobiono dzisiejsze wino, Bianco della Bora. O tym, że białe wina z Krasu mogą się pięknie starzeć wiemy nie od dziś, pokazał to choćby Edi Kante. Nie spodziewałem się jednak, że i młodziutka Nataša już na samym początku swej kariery, w roku 2003, zrobi wino, które po pięciu latach będzie takie świeże i tak bogate. Nos zbliżający się do dojrzałych białych win z Wachau, w ustach mineralność pełną gębą, im dłużej je próbuję, tym jest lepsze. Szkoda, że to jedyna moja butelka, szkoda też, że nikt tych win do Polski nie sprowadza.

Nataša Černic robi też wina czerwone, klasyczne krasowe terrano (czyli lokalną wersję refosco dal pedunculo rosso) i niezwykłego caberneta. Niezwykłego, bo pokazującego dobitnie, że jest głęboki sens w klasycznej europejskiej wierze w znaczenie miejsca, które zrodziło wino, w terroir. Cabernet Natašy jest dużo bliższy krasowym terrano, niż jakiemukolwiek cabernetowi z innych regionów Europy.

Muzycznie pozostajemy w klasycznych klimatach, wciąż Mścisław Roztropowicz, tym razem grający koncerty wiolonczelowe Haydna. Zastanawiam się, czy to ta muzyka tak doskonale pasuje do tego wina, czy też to wino i muzyka razem budują niepowtarzalną atmosferę wieczoru. To jednak temat na inną okazję.

Coś do poczytania? Proszę bardzo: ciekawy post o Luigi Veronellim z jeszcze ciekawszego blogu Do Bianchi Jeremy Parzena.


  • RSS