winogranie blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: wino

Dziś krótko (ale po długim milczeniu i krótki wpis może się wydawac długi!). Dave Simpson z brytyjskiego Guardiana opublikował listę piosenek mniej lub bardziej bezpośrednio mówiących o winie. Listę opracował na podstawie sugestii czytelników, znaleźli się na niej klasycy popu, rocka, bluesa. Kilka z nich od dawna bardzo lubię, ale większości nie znałem. Kilku muzykom powinienem właściwie poświęcić osobne notki, ale będą musieli poczekać na inną okazję.

Pijąc, czy degustując wino niemal zawsze (chciałbym móc napisać, że zawsze, ale nie będe przecież pisał nieprawdy) robię sobie notatkę, z jednej strony po to, by wesprzeć pamięć, z drugiej zaś, by zmusić umysł do większej uwagi, by choć na chwilę w pełni skoncentrować się na winie. Czasem też, jeśli są na to warunki, robię zdjęcie etykiety – jestem wzrokowcem i to bardzo wspiera moją pamięć (i jest to jedna z przyczyn, dla któych nie lubię degustacji „w ciemno”, nie mogąc zestawić wrażeń olfaktorycznych – wiem, trudne słowo, ale jestem z niego dumny – z obrazem szybko je zapominam).

Okazuje się, że można inaczej. Podczas niedawnego pobytu w Piemoncie poznałem Denisa Lina, dziennikarza z Hong Kongu, który gdy tylko może, etykiety … rysuje. Jak twierdzi, pomaga mu zachować trzeźwość. Nie mam własnych zdjęć, by je tu pokazać, skorzystam więc z tego, że dwoje moich amerykańskich przyjaciół pokazało rysunki Denisa w swoich blogach: Brunella z Kalifornii, czyli Whitney Adams i multiinstrumentalista (bloger, krytyk winiarski, gitarzysta, badacz renesansowej poezji włoskiej …) od niedawna rodowity teksańczyk (czytelnicy jego bloga wiedzą o co chodzi) Jeremy Parzen, znany także jako  Do Bianchi (w dialekcie weneckim „dwa białe proszę”). Nie wszystkim można pewnie polecić tę metodę (przy mojej … technice rysunku raczej się nie sprawdzi), wszystkim jednak mogę zalecić robienie notatek, choćby po to, by przy kolejnej wizycie w sklepie nie musieć prosić sprzedawcy o „to wino, pan wie, które mi pan ostatnio sprzedał”.

 

Dziś krótko, ale treściwie. Z zaświatów dostałem dziś przesyłkę, nową płytę Johnny’ego Casha „American VI: Ain’t no grave”. Po dziesięciu przesłuchaniach (zreszta nie wiem dokładnie ile ich było, równie dobrze piętnaście, płyta gra na okrągło) mogę powiedzieć, że i na tamtym świecie Johnny jest w świetnej formie.

Nie wiem, czy Johnny jadał curry, wolałby pewnie chilli con carne. Ja dojadałem dziś resztki zielonego curry z kurczaka i otworzyłem do niego aromatyczne białe wino z Węgier, Pannonhalmi Tricollis Cuvée 2007 z Pannonhalmi Apátsági, kupaż gewürztraminera, rieslinga i olaszrizlinga (czyli welschrieslinga). Johnny pewnie wolałby bourbona, albo co najmniej piwo, myślę jednak, że mi wybaczy. Było bardzo smacznie, a ja już się cieszę na kolejną przesyłkę, przegapiłem wcześniej ukazanie się pudełka, zawierającego między innymi to nagranie:

Proszę się nie doszukiwać w tytule notki żadnych ukrytych treści, po prostu chciałbym przedstawić Państwu Aurelię z Quebecu. Aurelio, oddaję Ci głos:

Więcej Aurelii w jej wideoblogu, proszę go szukać w zakładkach po prawej stronie.

Jak donosi autor jednego z blogów w portalu popularnonaukowego pisma Discover, obecność dźwięków może mieć istotny wpływ na percepcję zapachów. Omawiane tam eksperymenty dotyczą co prawda myszy, ale podobne mechanizmy mogą działać też u ludzi. Rzuca to nowe światło na temt łączenia muzyki i wina. Będę muiał zwiększyć intensywność moich własnych eksperymentów. Oczywiście na sobie, nie na myszach.

Przebój blogów winiarskich:

Remanent

2 komentarzy

Pisująca w Bloomberg.com Elin McCoy, autorka bardzo dobrej książki o najsłynniejszym dziś krytyku winiarskim Robercie Parkerze, opublikowała ostatnio artykuł o fałszowaniu win, a przede wszystkim o procesach wytaczanych w związanych z tym sprawach przez Williama Kocha.  Najgłośniejsza z tych spraw dotyczy tzw. „butelek Jeffersona”, o czym traktuje też głośna książka Wallace’a „Billionaire’s Vinegar”.  Książka stoi sobie na półce i czeka na swój dzień (nie jest cienka, więc jej dzień nieprędko nadejdzie), na szczęście artykuł McCoy nie jest długi.

Skoro już o książkach mowa, odnotuję tu cienką tym razem książeczkę Anaïs Nin (do której pisania mam dużą słabość, w dużej mierze przez jej dziennik i Henry’ego Millera) „Szpieg w domu miłości”. Czytałem ją początkowo z pewną obojętnością, ale im dalej, tym było ciekawiej.

I jeszcze ciekawostka. Portugalscy producenci korków mają pomysły na wypadek, gdyby producenci wina masowo zrezygnowali ze stosowania ich produktów: będą z korka produkować samoloty! Szczegóły tutaj.

Gwiazda hip-hopu nową gwiazdą internetowej krytyki winiarskiej? Przed Państwem Sadat X:


Dzień po dniu na sportowych stronach portalu Gazeta.pl pojawiły się zdjęcia poświęcone bohaterom sportów motorowych: wyścigów Formuły 1 i żużla.  Proszę wskazać najbardziej istotny szczegół, którym różnią się te zdjęcia:

Pozostańmy we francuskich klimatach, tym bardziej, że mam jeszcze „w świeżej pamięci” wino które piłem do obiadu i które potwierdza, że Francja jest w stanie wyprodukować butelki, które przynajmniej w swych kategoriach cenowych należeć będą do najlepszych win świata. 
Gdy pozostając w świecie win francuskich pomyślimy o sauvignon blanc, zwykle dwa duże regiony przychodzą nam na myśl: dolina Loary (jej wschodnia część) i Bordeaux.  Okazuje się, że świetne i w dodatku niedrogie (w La Vinotheque zapłaciłem za nie nieco ponad 30 zł) sauvignon blanc potrafią zrobić i w gorącej Langwedocji. S de Sarrail 2007, sauvignon blanc zrobione w regionalnej apelacji Vin de Pays de la Cité de Carcassone, jest winem krystalicznie czystym, świetnie łączącym dwie typowe dla odmiany grupy aromatów. Jest tu troszkę ziół, młodych pokrzyw i tego, co bywa nazywane „kocimi sikami”, ale jest też mnóstwo owoców egzotycznych, głównie grejpfruta i mango. Świetne, rześkie wino do lekkiego obiadu na upalny dzień, także znakomity aperitif, no i na pewno nie zrujnuje kieszeni.  Mam nadzieję, że jest jeszcze dostępne, muszę zrobić zapas, lato pewnie jeszcze trochę potrwa.


  • RSS