winogranie blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: wlochy

A dla wiernych czytelników, którzy regularnie tu zaglądają, choć od maja nic nowego się nie pojawiło, mam wycieczkę w być może szokującą dla niektórych stronę. No cóż, ja też mam słabe punkty :-)

Na początek klasycznie:

teraz niespodzianka:

Tak, zawsze miałem słabość do Adriano Celentano:

także w jego nowszym wcieleniu:

Tu trochę klasyki:

(choć chyba wolę wersję)

a na koniec piosenka, którą dla Celentano napisał Paolo Conte:

Franco Ziliani skomentował (w swoim stylu) wybór włoskich win do listy Top100 wpływowego i jednocześnie kontrowersyjnego amerykańskiego pisma Wine Spectator (było to pierwsze pismo poświęcone winom, które regularnie czytałem). Warto pozmagać się z językiem włoskim, ale jesli ktoś nie ma czasu albo ochoty, ma do dyspozycji angielskie streszczenie.

Wyznanie winy

2 komentarzy

Otworzyłem dziś do prostego obiadu (przyznam się, kaszanka, ale za to dobra) butelkę czerwonego wina. Obiad zjadłem ze smakiem, kieliszek dopiłem z rosnącym trudem i popędziłem do lodówki, by przeprosić się z wczorajszą sherry, która na tym tle stała się nagle niemal wzorcem świeżości i orzeźwiającej krystalicznej mineralności. Magia działała tylko przez chwilę, ale wystarczająco długo, by o pierwszym winie zapisać „Mało kwasu, męcząca słodycz, gładkie i kompletnie anonimowe. Świetne wino dla nie lubiących wina.” Ponieważ jednak o producencie trochę słyszałem, postanowiłem sprawdzić, co o winie piszą inni. Zajrzałem do Parkera i stwierdziłem, że … chyba czas na wizytę u okulisty, przecież to niemożliwe! Antonio Galloni, „nos” Roberta Parkera we Włoszech, ocenił to wino na 90 punktów ( na 100 możliwych – dla nieznających tej skali powiem, że od tego miejsca zaczynają się na niej wina „znakomite”) i napisał „Sportoletti’s 2006 Assisi Rosso was one of the highlights of my tastings of Italy’s value-priced wines. Tobacco, earthiness and red cherries dominate the flavor profile of this beautifully nuanced, refined red that is sure to provide much pleasure.” No cóż, ja przyjemności w piciu tego wina nie odnalazlem, wolę moją zmęczoną sherry. Dla porządku dodam, że konsultantem mającym zapewne spory wpływ na kształt wina był Riccardo Cotarella.

Chciałbym skończyć tę notkę jakimś bardziej optymistycznym akcentem, ale jedyne, co mogę dziś zaoferować, to odesłanie szanownych Czytelników do bloga Joe Dressnera, jednego z ciekawszych małych amerykańskich importerów, który jeszcze we wrześniu napisał ładny tekst o Didierze Dagueneau, którego wina sprzedawał w USA. Warto przeczytać. Jeśli ktoś juz tam zajrzy, proszę nie sugerować się zdjęciem, Dressner wstawia na swą stronę losowe zdjęcia znalezione w internecie, taki już jest. Importuje jednak dobre (w moim rozumieniu) wina, a i pisze o nich często ciekawie.

Jeszcze słowo o tytule notki.  Sam już nie wiem, dlaczego tak ją zatytułowałem, przecież ani jedzenie kaszanki nie jest jakimś specjalnym grzechem, ani różnienie się w ocenie wina choćby z tak uznanym ekspertem jak Galloni (nie takie różnice świat widział).  Może największą moją winą jest wczorajsza ocena sherry, dokonana w kontekście jakiegoś nieosiągalnego ideału (to znaczy osiągalnego, ale pewnie tylko w piwnicy u producenta), a nie wobec naszej codziennej rzeczywistości. Tak, marząc o ideale cieszmy się taką sherry jaką mamy.  A o Cotarelli napiszę więcej innym razem, podpadł mi kilka miesięcy temu dużo bardziej niż tym Assisi Rosso.

 

Gianni Brunelli, legendarny restaurator ze Sieny i twórca świetnych (podobno – niestety nie miałem okazji spróbować) brunello di montalcino zmarł w sobotę w wieku 61 lat. Wspominają go VinoWire i avvinare. Obok jego restauracji przeszedłem kilka tygodni temu, obiecując sobie, że następnym razem …

Gdy wczoraj późnym wieczorem zajrzałem do statystyk bloga, przez dłuższą chwilę nie wiedziałem co się dzieje, czy przypadkiem w miejsce liczby wejść w niedzielę program nie pokazał mi zestawienia z całego minionego miesiąca, czy nawet dwóch. Wszystko wyjaśniło się gdy zajrzałem nieco głębiej: jakieś 99% moich wczorajszych gości trafiło tu dzięki linkowi, jaki pojawił się (tylko na dzień niestety) na głównej stronie portalu onet.pl. Zdecydowana ich większość zajrzała jedynie na chwilę, ale kilka osób sięgnęło głębiej, poza pierwszą stronę, mam nadzieję, że zostaną na dłużej, zapraszam. Nie zaoferuję niestety ani im, ani zadomowionym tu od miesięcy stałym już gościom zbyt wielu nowych treści, zbyt jestem zajęty innymi, także ważnymi i dużo bardziej terminowymi niż blog sprawami, ale obiecuję, że nie będę o blogu zapominał, w końcu bycie gwiazdą mediów, choćby jednodniową, zobowiązuje.

Na razie, zanim napiszę coś od siebie, mogę polecić najnowsze rozważania Alfonso Cevoli „The Glamour of Arrogance”, czyli włoskie wina na skrzyżowaniu.

Chciałbym dziś polecić kolejny amerykański blog poświęcony winom (zwykle włoskim), ale nie tylko winom. Alfoso Cevola, potomek włoskich imigrantów, pisze o winie, uczy wina i wino sprzedaje. Mieszka w Teksasie (gdzie kiedyś zresztą wina też robił), co nadaje jego pisaniu nutę niespotykaną u innych amerykańskich winopisarzy, którzy mieszkają zwykle na zachodnim lub wschodnim wybrzeżu. Teksty Cevoli mają spory walor literacki, są też zwykle opatrzone świetnymi ilustracjami, niekoniecznie winnymi, jak ten tekst, ilustrowany polskimi plakatami filmowymi.

Bianco Della Bora Dziś minął miesiąc od pierwszego wpisu na tym blogu i właśnie zdałem sobie sprawę, że przez ten miesiąc nie piłem żadnego wina z Friuli, mojego ulubionego regionu winiarskiego w Europie, poza Douro, poza Wachau, poza …, ok, jest ich kilka. Nie piłem, co nie znaczy, że nie degustowałem, bo i kilka dni temu wspomniałem tu o winach Jermanna, i na VieVinum nie mogłem przejść obojętnie obok win Movii. Mimo to fakt, że mając ostatnio tak wielki „ciąg” na wina białe nie sięgnąłem po wina friulańskich mistrzów nieco mnie zawstydził. Z drugiej strony, choć Friuli obfituje w świeże, rześkie wina na upalne popołudnia, to jednak nie te wina stanowią dla mnie o wielkości regionu. Regionu, muszę tu uściślić, wykraczającego poza granicę Włoch, gdyż po pierwsze granica włosko-słoweńska została tu wyznaczona dość arbitralnie, po drugie po słoweńskiej jej stronie działa wielu znakomitych producentów, a po trzecie i po włoskiej stronie prym wiodą w dużej mierze Słoweńcy, by wymienić choćby Gravnera, Radikona czy Kantego. Słoweńskie z pochodzenia jest też dzisiejsze wino, choć nosi włoską apelację.

Nataša Černic, z wykształcenia pianistka, od kilku lat prowadzi z ojcem posiadłość Castello di Rubbia w San Michele del Carso na zachodnim skraju apelacji Carso, w pobliżu Gorizii. Nazwa jest w pełni uzasadniona, jest tam bowiem prawdziwy zamek, obecnie restaurowany, ale dla nas ważne są przede wszystkim wina. Głównie lokalne odmiany: terrano, malvasia no i vitovska, prawdziwa perła regionu. Z vitovskiej zrobiono dzisiejsze wino, Bianco della Bora. O tym, że białe wina z Krasu mogą się pięknie starzeć wiemy nie od dziś, pokazał to choćby Edi Kante. Nie spodziewałem się jednak, że i młodziutka Nataša już na samym początku swej kariery, w roku 2003, zrobi wino, które po pięciu latach będzie takie świeże i tak bogate. Nos zbliżający się do dojrzałych białych win z Wachau, w ustach mineralność pełną gębą, im dłużej je próbuję, tym jest lepsze. Szkoda, że to jedyna moja butelka, szkoda też, że nikt tych win do Polski nie sprowadza.

Nataša Černic robi też wina czerwone, klasyczne krasowe terrano (czyli lokalną wersję refosco dal pedunculo rosso) i niezwykłego caberneta. Niezwykłego, bo pokazującego dobitnie, że jest głęboki sens w klasycznej europejskiej wierze w znaczenie miejsca, które zrodziło wino, w terroir. Cabernet Natašy jest dużo bliższy krasowym terrano, niż jakiemukolwiek cabernetowi z innych regionów Europy.

Muzycznie pozostajemy w klasycznych klimatach, wciąż Mścisław Roztropowicz, tym razem grający koncerty wiolonczelowe Haydna. Zastanawiam się, czy to ta muzyka tak doskonale pasuje do tego wina, czy też to wino i muzyka razem budują niepowtarzalną atmosferę wieczoru. To jednak temat na inną okazję.

Coś do poczytania? Proszę bardzo: ciekawy post o Luigi Veronellim z jeszcze ciekawszego blogu Do Bianchi Jeremy Parzena.


  • RSS